niedziela, 8 czerwca 2014

Zawieszam.



Cześć, przepraszam, ale zawieszam tego bloga, czuję, że to naprawdę nie ma sensu. 
Największa liczba komentarzy to trzy i to w ogóle mnie nie motywuje, bo ja rozdziały piszę po kilka godzin. Może to nie dla mnie, no trudno. Dziękuje osobą, które to przeczytały.
Trzymajcie się.

sobota, 24 maja 2014

11. Shawty.




Katy



Moment, w którym całkowicie tracisz świadomość i zwracasz uwagę tylko na jakieś wyjątkowe urywki to zdecydowanie moment, w którym jesteś pijana w cholerę. 
Impreza. Alkohol. Nachalny dotyk. Schody.
Straciłam kontrolę nad wszystkim. Czułam tylko czyjeś dłonie prowadzące mnie w kierunku sypialni. Impreza rozkręciła się do takiego stopnia, że nikt tu nie myślał trzeźwo. Wszyscy byli w chuj pijani. Mamrotałam coś pod nosem i rozglądałam się szukając mojej przyjaciółki. Ciągle czułam na swoim ciele męskie dłonie, które otulały mnie w nieprzyjemny sposób. Można powiedzieć, że chłopak pchał mnie do przodu, żebym weszła jakoś po schodach. Obracałam się na chwilę i przyglądałam mu się, ale było ciemno, a do tego miałam niezłą banię. Jego ciepły oddech otulił moją nagą szyję. Złapałam gwałtownie jego ręce i zrzuciłam je dosłownie ze swojego ciała. Mimo tego, że byłam pijana to miałam jeszcze jakieś wyznaczone granicę, a to wszystko w dobrym kierunku nie szło. Chłopak szarpnął mnie i przyciągnął do swojej klatki piersiowej, która unosiła się w górę i w dół nerwowo.
-Nie oszukuj się. Ty i ja dobrze wiemy, że tego potrzebujesz.-mruknął znany mi nawet głos.
Zachwiałam się i złapałam poręczy patrząc na kolorowe światła kuli dyskotekowej. Nie byłam w stanie rozpoznać kim jest, bo nie było do tego warunków. Przeczesałam włosy i zachichotałam z zakłopotania najwyraźniej nie zdając sobie sprawy o czym on mówi i kim jest.
-Teraz to ja potrzebuję papierosa i zimnej wody.-mruknęłam i ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę parkietu. Mój dom był całkiem duży, bo rodzice mają swoją własną firmę i całe życie poświęcają pracy. Cholera, kręciło mi się w głowie, a ten koleś najwidoczniej nie chciał dać mi tej nocy świętego spokoju. 
-Będziesz jeszcze moja, zobaczysz kurwa.- warknął, a ja prychnęłam i ponownie zachichotałam przez alkohol, który płynął  w mojej krwi.
Dziewczyno, stop, nie pij kurwa więcej. 
Ruszyłam trochę szybszym krokiem przepychając się przez te tłumy ludzi. Chciało mi się pić i miałam już dosyć nudzenia tego gościa, nawet nie wiedziałam kto to. Jest w cholerę ciemno i ludzie, no błagam jest impreza. Gdzie moje drinki?
Serce mi przyśpieszyło kiedy obróciłam się wokół własnej osi rozglądając za Megan i zobaczyłam podobnego chłopaka do Justina przepychającego się do barku. Cholera. Dziewczyno, daj sobie spokój, to już temat zamknięty. Wzięłam kilka głębokich wdechów i czułam jak moje ciało gwałtownie drętwieję pod czyimś dotykiem.
-Katy, do cholery gdzie Ty byłaś?- parsknęła śmiechem najebana Megan, a ja wypuściłam wstrzymany nerwowo oddech.
-Byłam tam dalej.-odpowiedziałam szybko bez zastanowienia dalej myśląc o Justinie i o tym czy jest to możliwe, żeby on tutaj był. Pierdolenie.
-Chodź, wszyscy czekają.-powiedziała przyjaciółka i szarpnęła mnie, ciągnąc w stronę tworzących kółko ludzi.
Wszyscy gwizdali, klaskali i całowali się. Przepychałyśmy się, żeby ogarnąć, co dzieję się za murem ludzi. Chciałam zobaczyć to, co dzieje się w kółku. Światła migały i odbijały się o spocone ciała. Ręce w górze unosiły się tak jakby nikogo nic nie obchodziło. To był nasz czas, nasza faza i nasza impreza. Zapach lejącego się alkoholu unosił się w powietrzu podrażniając moje nozdrza. 
Chcę więcej, chcę tego. 
Sięgnęłam po czerwone kupki z napojem dla nas i kręciłam swoim zajebistym tyłkiem do rytmu piosenki Miley Cyrus - We Can't Stop. To należy do mnie. To wszystko idealnie opisuję tą imprezę i mój stan. Wszyscy bawili się zajebiście, zapach dymu z fajki uniósł się w powietrzu i szczerze? W ogóle mi to nie przeszkadzało, tylko zachciało mi się palić. Szepnęłam Megan, że wyjdę na chwilę i zaraz wrócę po czym ruszyłam w kierunku wyjścia na dwór. Zimne powietrze od razu otuliło moje rozpalone ciało i zaatakowało moje pragnące nikotyny płuca. 
-Mogę?- spytałam lekko chwiejąc się na swoich nogach.
Chłopak, który stał przy grupce innych ludzi kiwnął głową i wyciągnął paczkę z zapalniczką. Sięgnęłam od razu po papierosa i nerwowo go odpaliłam. 
-Nie wchodzicie do środka?- spytałam się go i zerknęłam na jego kumpli, którzy wyglądali trochę inaczej niż ludzie z mojej szkoły.
-Jak będziemy chcieli.- parsknął z takim cwanym uśmiechem, który mówił będę-robić-co-mi-się-tylko-podoba. Ale niestety kolego, to moja chata i moja impreza.
-Mhm, nie wątpię.-powiedziałam ironicznie i przewróciłam oczami.
-To dobrze, że nie wątpisz, a teraz przepraszam, ale spierdalaj.- parsknął obracając się na pięcie do kumpli.
Normalnie bym to tak zostawiła i poszła dalej, ale, że byłam pijana i nie potrafiłam pomyśleć, że nie warto to wjebałam się na kolejne gówno.
-Spierdalać to zaraz stąd będziesz tylko i wyłącznie Ty.-warknęłam jak suka pełna nienawiści, sama siebie nie poznając.
Od razu pożałowałam tych słów i syknęłam z bólu na to jak chłopak obrócił się i złapał mnie mocno za nadgarstki. Spojrzałam na niego wściekła i próbowałam wykręcić ręce, ale ucisk był zbyt silny. 
-Posłuchaj, zamknij ryj i lepiej stąd spierdalaj, bo będziesz mieć problem, dziewczynko.- warknął groźnie patrząc mi prosto w oczy. 
Widziałam narastającą w nim złość i pulsującą żyłę na jego skroni. Kim on do cholery był, żeby mi mówić, co mam robić.
-Puszczaj, kurwa.- syknęłam i dalej próbowałam się wyrwać.
On tylko zaśmiał się i pokręcił głową w wymuszonym i wkurwiającym śmiechu.
-Chłopaki ona chyba chcę się zabawić, jak myślicie?- spytał i posłał mi oczko.
Jego kumple zaśmiali się głośno, a ja wsłuchiwałam się w muzykę, która głośno grała z otwartych drzwi od mojego domu. Chłopak ściskał dalej moje ręce i mówił coś, ale ja skupiłam się na czymś całkiem innym. Na czymś czego się za cholerę bym nie spodziewała. To jest jakiś sen czy kurwa jakaś ukryta kamera? Żartujecie ze mnie, obudź się, KATY.
Chłopak puścił moje nadgarstki i odsunął się ode mnie o kilka kroków w tył. Alkohol sprawił, że jakoś specjalnie w to nie wierzyłam i nie mogłam w ogóle ogarnąć, co się dzieje. Potarłam swoje ręce przez ból jaki ten nieznajomy dupek mi przed chwilą sprawił. Ta sytuacja mnie przerosła. Złapałam się za głowę i skuliłam w dół przez kręcenie. Chłopacy, którzy wcześniej zgrywali takich cwaniaków wycofywali się przez groźby osoby, której tutaj być nie powinno.
-Wszystko dobrze?- podbiegł zdyszany Justin.




sobota, 10 maja 2014

10. I want to be different.

 Od autorki: Cześć wszystkim. Mam bardzo ważną informację, więc proszę przeczytajcie to.
Chciałabym, żeby każdy z was dodał komentarz, nie chodzi mi o to, żeby mieć dużą ilość komentarzy, bo w to wątpię.. chodzi mi o to, żeby zobaczyć ile was jest, naprawdę brakuje mi motywacji.
 NAPISZ CHOCIAŻ, ŻE TO CZYTASZ TUTAJ LUB NA TWITTERZE: @purpleslivka 
___________________________________________________________________________________


Katy



Alkohol dawał już jakiś znak. Powrót do domu to był tylko mój śmiech, który wypełniał cały samochód. Wykonałam kilka telefonów do znajomych, żeby wpadli. Byli najwidoczniej w szoku, że robię imprezę i że jestem pijana. Tak można to było poznać, bo plątał mi się język i ciągle chichotałam. Ale szczerze mówiąc? Mam to w dupie. Nie chcę już być tą grzeczną i spokojną Katy, teraz pokażę jaka jestem i chcę być naprawdę. Ten dupek tylko mi pomógł w podjęciu tej decyzji. Nie myślałam już o Justinie w taki sam sposób, co kilka godzin wcześniej. Jak wróciłam prosto do domu z tego magazynu z Megan myślałam, że jest idiotą i może kazali mu mnie tam zawieźć, ale teraz? Teraz myślę, że jest zwykłą cipą, bo żaden normalny chłopak nie oddałby dziewczyny facetom, którzy do najgrzeczniejszym niestety, ale nie należą. Pozwolił, żebym się nabrała, wkręcił mnie w to wszystko. Nie czułam do niego nic oprócz nienawiści i żalu. On jest dla mnie skończony. Oczywiście nie myślę, że kiedyś z nim jeszcze porozmawiam, bo on pewnie już o tym zapomniał. Zapomniał, że potraktował mnie jak nic niewarte gówno. Ale teraz będzie inaczej. Dopilnuje tego, rozumiecie kurwa? 
Nie dam się już nabrać na żadnych facetów, nie pozwolę się traktować w ten sposób. Matt nie był lepszy, ale to już inna pieprzona historia. Nawet nie chcę o nim myśleć. To co ja mówiłam? Ah, no tak impreza. Impreza z alkoholem, znajomymi i dobrą muzyką. To właśnie jest dobra sobota i tak chcę spędzić resztę wakacji. Moi rodzice wyjeżdżają dość często i na długo. Rozumiecie, praca i inne te sprawy, żebym ja miała dobre życie tak jak i moje rodzeństwo. Nieistotne. Mam zamiar dzisiaj zmienić to wszystko. Jechałyśmy samochodem przekraczając dozwoloną prędkość. Megan nic nie pila, ale zachowywała się wyjątkowo inaczej, chciała też zaszaleć. Widziałam w jej oczach te iskierki gotowe na domówkę. Oby dwie tego chciałyśmy. Dziewczyna jeszcze bardziej przycisnęła pedał gazu, przez co wbiłam się w fotel i spojrzałam przez okno. Wyprzedziła kilka samochodów i usłyszałam za nami tylko trąbienie. Szczerze mówiąc mało mnie to obchodziło. Zbliżałyśmy się do mojego domu, a na wyświetlaczu mojego telefonu pojawiały się wiadomości potwierdzające przyjście na imprezę. Wiem dobrze jak to jest na takich domówkach, zapraszasz dziesięć osób, a przychodzi trzydzieści. Nasze High School to tak jakby miejsce podzielone na kilka grup. Ludzie, którzy rządzą tą szkołą i ludzie, którzy ulegają rozkazom. Ja należę do jeszcze innej grupy. Jestem po prostu zwykłą osobą, którą zna niewielka ilość ludzi. Jak najbardziej odpowiada mi należenie do tej grupy. Nie kręcą mnie cheerleaderki, które lecą tylko na kasę i 'władzę' tych wszystkich przewodniczących jakiś zespołów. Oczywiście, że przewodniczący grupy koszykarzy jest bogiem seksu, ale co z tego? Tak właśnie, brawa dla największego dupka na świecie, tak to on. Matt Cole. Proszę powstańmy dla niego, to gwiazda mojej szkoły. Gwiazda? Hm, jak tak można nazwać chłopaka, który pieprzy każdą po kolei to tak, jest gwiazdą. Pieprzy każdą, ale nie mnie. Z Matt'em byliśmy tak jakby parą. Można powiedzieć, że zachowywał się jak chłopak idealny, był opiekuńczy, inteligenty, przystojny i kochany. Do czasu ludzie, do czasu. Przespał się z jedną z cheerleaderek na jakimś wyjeździe koszykarskim. Czy nazwaniem tego 'przespaniem się' to dobre dobranie słów? Wątpię. Najprawdopodobniej przeruchał ją w jakimś obleśnym kiblu. Wybaczcie, ale inaczej nazwać tego nie mogę. Właśnie dlatego wrzuciłam Matta i Justina do jednego worka. Mimo tego, że z Justinem nie łączyło mnie nic to oszukał mnie tak jak Matt. Kłamał w żywe oczy i nie miał z tym problemu. Jest takim samym dupkiem jak ten koszykarz. Pytanie czemu teraz o nich myślę? Nie mam pieprzonego pojęcia. Zapomniałam o sytuacji z Matt'em już dawno, ale to zostawiło po sobie jakiś ślad. Boje się być z kimś tak blisko. Mówiłam temu chłopakowi wszystko, tworzyliśmy nawet słodką parę. Nie wiem czemu mnie wybrał, bo on w sumie może mieć każdą. Możliwe, że chciał mnie mieć dla siebie, bo nie dopuszczałam do siebie żadnego chłopaka, byłam po prostu niedostępna. Chciał sobie udowodnić i innym, że on Matt Cole może mnie mieć. Matt chciał mnie zaliczyć do swoich zdobyczy i udało mu się. Upokorzył mnie i potraktował jak przedmiot. Więc przez to, co zrobił mi Justin poczułam się dwa razy gorzej i jego kłamstwo znoszę z podwójną siłą. Obiecałam sobie wcześniej, że nie zaufam nikomu. Jedyną osobą, której ufam to Megan. Nie chciałam i nie chcę dopuścić do siebie nikogo więcej, bo nie chcę cierpieć. Właśnie tamtej cholernej nocy zaufałam Justinowi w tych pieprzonych 100% i żałuję tego jak nie wiem co. Powierzyłam mu siebie, żeby mnie uratował. Co ja sobie myślałam? Że on jest jakimś księciem, który przybył, żeby mnie wybawić? Pierdolenie. Jestem pojebana. 
Z tego wszystkiego dopiero uświadomiłam sobie, że zatrzymałyśmy się i jesteśmy pod moim domem. Megan wyskoczyła ze swojego samochodu i zatrzasnęła za sobą drzwi. Wyczołgałam się leniwie również z pojazdu i ruszyłam w kierunku drzwi. Położyłam zakupy na stole i zauważyłam, że kupiłyśmy naprawdę dużo alkoholu. Zdziwiło mnie to, że sprzedawca nie pytał nas o dowód, ale w sumie wyglądamy na więcej lat. No i całkiem niezłe z nas dupy. Katy, ale masz zbereźne myśli. Ehh.
-Gdzie masz jakieś płyty z muzyką?- spytała Megan szperając w szafce.
-Zostaw płyty, Zack napisał, że się tym zajmie.- odpowiedziałam i rozłożyłam alkohol oraz jakieś jedzenie na blacie.
-Oh, Zack.- wyśpiewała radośnie i puściła do mnie oczko.
Zack to naprawdę fajny i przystojny chłopak, a do tego mu się podobam, ale to nie jest to.
-Megan, przestań. Wiesz jakie mam zdanie na ten temat.- odparłam i spojrzałam na nią znacząco.
-Dobra, idź lepiej się przebierz.
Posłałam jej delikatny uśmiech i wbiegłam po schodach do góry. Nie mam pojęcia czego mam się spodziewać. Takie imprezy są naprawdę duże i no mało osób na nie nie przychodzi. Będzie zajebiście. Mam nadzieje. 


Uszykowałyśmy wszystkie potrzebne rzeczy i pozamykałyśmy pokoje. Przepraszam, ale nie chcę, żeby jacyś ludzie pieprzyli się na łóżku moich rodziców. O nie, na pewno nie. Mogą przebywać tylko w salonie, który jest całkiem spory i kuchni. No oczywiście jeszcze będzie otwarta jedna łazienka, której mam nadzieje nikt nie obrzyga. Moi rodzice lubią sami imprezy, więc w salonie mam rożne kolorowe światła, które dają całkiem niezły klimat. Jak normalnie na Miami Beach, kurwa brakuje jeszcze tylko drinka w kokosie. Zack już przyszedł, więc muzyka wypełniła cały dom. Ludzie przychodzili już powoli i widziałam sporo znajomych twarzy. 
-Siemano, Katy! Dobra impreza się zapowiada, co?- zaskoczył mnie damski głos z tyłu. Obróciłam się i zobaczyłam kogoś kogo się na tej imprezie nie spodziewałam. O kurwa.
-Cz-cześć. Co ty tutaj robisz?- spytałam i starałam się ukryć swoją irytację w głosie.
-No co ty, każdy już prawie wie o tej imprezie, przyjdzie tyle ludzi, że to niemożliwe, że mnie mogłoby zabraknąć.- zaśmiała się blondynka i klepnęła mnie delikatnie w ramię.
-Ta, no jasne.- również się zaśmiałam, ale no niestety sztucznie. 
Ta dziewczyna to Alexis Brown. Najbardziej rozpoznawalna dziewczyna naszego High School. Normalnie skacze ze szczęścia, czujecie ten sarkazm? Pewnie przyjdzie pół szkoły, a razem z nią pewnie wpadła reszta zajebistych lasek. Znowu sarkazm? Ups.
Tak, powiedzmy, że jest nawet w porządku i można ją znieść, jest nieszkodliwa. Ja po prostu nie przepadam za dziewczynami, które kręcą się tylko przy przewodniczących zespołów. Tak jakoś interesuje mnie coś więcej niż moje włosy i makijaż, one to po prostu inna bajka. Nie, to zdecydowanie nie moja bajka. Pieprzony amerykański sen. Jestem w jakimś filmie czy jaki chuj? A może zaraz ktoś wjedzie autem do mojego basenu za domem? Ale was wkręciłam nie mam basenu.
Dziewczyna posłała mi szczery uśmiech i poszła dalej, ludzi było już całkiem sporo, zapach piwa unosił się w powietrzu. Plusem chodzenia do takiej dobrej szkoły jest to, że większość rzeczy robi się kulturalnie. Jak powiedziałam, że nie mogą palić w domu to nie było żadnego problemu. Mam nadzieje, że obejdzie się bez narkotyków, bo w to gówno nie chcę się bawić. 
-Zatańczymy?- mruknął zmysłowo męski i lekko zachrypnięty głos. Od razu wiedziałam, że to Zack i obróciłam się z uśmiechem.
-Jasne.- odpowiedziałam i złapałam go za rękę ciągnąc w stronę tańczących nastolatków. 
Nie zrozumcie mnie źle, ale to był jak najbardziej przyjacielski gest. Nie traktuje Zack'a w inny sposób niż kumpla i wiele razy dawałam mu to odczuć. Często nawet mu to mówiłam. Nie chcę po prostu pakować się w związek z osobą, do której nic nie czuję, to proste, prawda? 
Tańczyliśmy w śmieszny sposób i nawet dobrze się bawiłam. Zack przytulił mnie delikatnie i poruszaliśmy się w rytm muzyki. Śmiałam się i po prostu wyluzowałam, dokładnie tak jak chciałam. 
-Widzisz tą parę, co tam dalej tańczą? Ten chłopak chyba ma dość.- zaśmiał się Zack.
-O tak, zdecydowanie.- wybuchłam niekontrolowanym śmiechem i spoglądałam w stronę tej dwójki. Chłopak najwidoczniej za dużo wypił i tak w skrócie ledwo stał na nogach. Oby nie zwymiotował, bo kurwa serio tego nienawidzę. 
-Chodź, napijemy się czegoś.- mruknął i pociągnął mnie w stronę stołu z alkoholem. Każdy coś przyniósł, więc było tego naprawdę sporo. Widziałam Megan tańczącą z Ryan'em, który wpadł, bo skończył już pracę. Wyglądają naprawdę uroczo, aw.
-Czego się napijesz? zrobić Ci mojito?- spytał i przeczesał swoje idealnie postawione włosy.
-Obojętnie, nie znam się na tym. Po prostu nie zrób nic mocnego.-powiedziałam i oparłam się o blat.
-Tak jest, szefie.- mruknął śmieszne i puścił mi oczko.
Muszę przyznać, że potrafi być czasami naprawdę uroczy i zabawny. Po zrobieniu drinków ruszyliśmy w stronę Megan i Ryan'a. Może chłopacy się poznają, a ja będę mogła z nią chwilę pogadać.
-O, cześć Katy!- krzyknął Ryan z uśmiechem jak tylko mnie zauważył.
-Oh, siema, no tak, bo tak dawno się nie widzieliśmy.- zaśmiałam się i przytuliłam go.
-Oczywiście, normalnie stęskniłem się.- wszyscy się już teraz śmialiśmy.
-Ryan, to jest Zack. Zack to jest Ryan, no i w ogóle poznajcie się.- parsknęła śmiechem Megan.
Z Ryanem widziałam się ostatnio dwie godziny temu, więc śmieszył mnie ten jego entuzjazm. Ale w sumie, to bardzo miłe. 
Chłopacy się poznali i zaczęli temat muzyki, którą przyniósł Zack. Uf, mają wspólny temat, więc możemy wyjść. 
-My zaraz wrócimy.- powiedziałam i wzięłam rękę Megan ciągnąc ją w stronę wyjścia z domu. Muzyka grała bardzo głośno, a ja chciałam coś zrobić.
-Gdzie idziemy?- spytała zdezorientowana posyłając między czasie uśmiechy znajomym ludziom z naszej szkoły.
-Zapalić.- odparłam.
Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie z wielkim zdziwieniem.
-Co? Moja grzeczna Katy będzie palić?- zaśmiała się głośno i wyszłyśmy na zimne powietrze, które otuliło moją skórę. Przed domem było sporo osób, palili i śmiali się. Szczerze to nigdy nie kręciły mnie papierosy, ale dzisiaj miałam na nie ochotę. A ja zawsze dostaję to czego chcę. 
-Hej, możecie mi dać dwie fajki?- podeszłam i spytałam dwóch chłopaków, którzy wypuszczali seksownie dym. Oblizałam wargi i spojrzałam na nich spod rzęs.
-Jasne.-uśmiechnął się jeden i wyciągnął paczkę miętowych fajek.-Proszę.- dodał.
Sięgnęłam po papierosy i jednego podałam przyjaciółce, która rozmawiała z jakimś chłopakiem.
-A macie jeszcze zapalniczkę?- zaśmiałam się i upiłam swojego drinka.
Chłopak wyciągnął zapalniczkę i odpalił nam, od razu poczułam ten mocny zapach. Zaciągnęłam się i pozwoliłam, żeby dym zaatakował moje płuca. Zatrzęsłam się trochę z zimna i usiadłam koło chłopaka na murku. 
-Dawno przyszłaś na imprezę?- zapytał się i spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem. Był przystojny i miły. Szczególną uwagę zwróciłam chyba na jego pełne usta.
-Mieszkam tutaj.- zaśmiałam się i ponownie przyłożyłam fajkę do swoich ust.
-To ty jesteś, Katy?- spytał.
-Yep.-zachichotałam uroczo. 
-Kevin, miło mi, zajebista impreza tak w ogóle.- mruknął i zaciągnął się swoją fajką wypuszczając nerwowo dym.
-Dzięki, mi też miło.- uśmiechnęłam się.
Rozglądnęłam się i ludzie dalej przychodzili, znałam niektórych, ale no to normalne, że oni zapraszają siebie nawzajem. Większość z nich widzę pierwszy raz w życiu. Zgasiłam fajkę i spojrzałam na Megan, która patrzyła na mnie w sposób 'ale zajebisty chłopak, gadaj z nim dalej'. Zaśmiałam się i podziękowałam Kevinowi odchodząc. Po pierwsze było mi zimno, a po drugie drink mi się kończył. Ale ze mnie imprezowiczka, nie wierzę w siebie.
-Był całkiem niezły.- uroczo szepnęła Megan jak weszłyśmy do środka.
-Oh, proszę Cię, połowa chłopaków na tej imprezie jest niezła i co z tego?- zaśmiałam się.- A z resztą ty masz chyba Ryana.- puściłam jej oczko.
-Tak, Ryan to zdecydowanie moja dupa.- powiedziała stanowczo, a ja zaśmiałam się bardzo głośno na dobór jej słów.
-No co? Nie gadaj, bo jest seksowny.- zachichotała i szturchnęła mnie w ramię. 
Odstawiłam szklankę i poszłyśmy trochę potańczyć. Pary ocierający się w znaczący sposób były prawie wszędzie. Całkiem pociągająco to wygląda jak dziewczyna się tak ociera o chłopaka, wow. W całym pomieszczeniu było ciemno i na ścianach świeciły tylko kolorowe światła. Klimat był zajebisty i nie ma co ukrywać, nawet nie wiedziałam, że mogę robić u siebie takie imprezy. Byłam już wstawiona, ale Zack z Ryan'em przynieśli nam drinki. Tańczyliśmy, a ja coraz bardziej czułam, że odpływam. Robiłam się jeszcze bardziej odważna niż zwykle. Czułam na sobie wzrok chłopaków, ale nie przeszkadzało mi to. Tańczyłam normalnie, może czasami dodawałam trochę seksownych ruchów. No co? Tyłek do takiej zajebistej muzyki sam się kręci. Odeszłam kawałek od Megan i chłopaków. Coraz bardziej traciłam świadomość, a po tej fajce jeszcze bardziej mnie złapało. Poczułam czyjś dotyk na biodrach. Nagle ciepły oddech otulił moją szyję i delikatnie musnął moją skórę. Chyba znam te perfumy, gdzieś je już czułam. Było naprawdę ciemno i nie wiedziałam z kim tańczę, ale kogo to obchodzi? Zachichotałam na jego próbę otarcia mojego tyłka o jego krocze. To śmieszne, ale czułam się jakbym nie była w swojej skórze. Tak trochę odpływałam, a ten znajomy dotyk i zapach był coraz bardziej nachalny. 






piątek, 2 maja 2014

9. Party In The U.S.A


Katy


Odjechałyśmy od domu Justina i pojechałyśmy po mój samochód. Do mojego domu wróciłyśmy już na dwa auta. Jechałam wtedy za Megan i myślałam o tym wszystkim. Nie mogłam się w ogóle skoncentrować na drodze. Tak bardzo bałam się tego, co jeszcze może się wydarzyć. Zaparkowałam obok pojazdu Megan i ruszyłam za nią w kierunku wejścia.

Teraz leżałyśmy już razem na moim łóżku. Megan cały czas patrzyła na mnie w taki troskliwy i ciepły sposób. Cieszyłam się, że ją mam, ale z drugiej strony chciałam być sama. Postanowiłam, że nie będę już nic mówić o tym, co się stało. Chciałam zapomnieć, że Justin oszukał mnie w ten sposób. Nigdy nikt nie postawił mnie w takiej sytuacji. To była tak naprawdę jedna noc, ale wyobraźcie sobie, co czułam, kiedy zaufałam Justinowi. Byłam wtedy narażona na niebezpieczeństwo. Do cholery, oni mieli przecież broń. Skrzywdzili tą dziewczyne, a mi mogli zrobić w tamtym momencie to samo. Właśnie dlatego poszłam z Justinem.
Żałuje tego i czuje, że jestem strasznie beznadziejna. Jak magłam być tak naiwna, żeby wsiąść w ogóle do samochodu osoby, którą widziałam z bronią. To on wtedy kłócił się z tą dziewczyną.
Zachowywał się agresywnie w stosunku do niej, a ja tak po prostu powiedziałam u niego 'połóż się dzisiaj ze mną'. Kto jest największą idiotką na świecie? Oczywiście, że ja.
Megan przeglądała instagrama na swoim telefonie. Nawet nie miałam ochoty na to, a robiłam to co wieczór. Leżałam i patrzyłam w sufit tak bez żadnego celu. Czułam nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Starałam się tak bardzo o tym nie myśleć, ale wydaje mi się, że to mało możliwe. Co jakiś czas czułam badawcze spojrzenie przyjaciółki na mnie. Wiedziałam o tym, że się martwiła i chciała dla mnie jak najlepiej, ale nie chciałam, żeby wiedziała, co dzieje się teraz w mojej głowie. Ona nie rozumie tego, co ja teraz przechodzę. Mogła sobie tylko wyobrazić w jaki sposób mnie potraktowali i jak bardzo znienawidziałam siebie. Czułam się dosłownie jak gówno. Nie chciałam już naprawdę o tym myśleć. Sięgnęłam po swojego iphona i postanowiłam zrobić to samo, co moja przyjaciółka. Polubiłam kilka zdjeć na instagramie moich znajomych i zerknęłam na zegarek. Była dopiero dwudziesta czternaście. Nie wiem nawet, co my chciałyśmy robić.
-Megan, jest dopiero po ósmej, co robimy?- spytałam.
Przyjaciółka podniosła głowę i spojrzała na mnie z tym swoim łobuzerskim uśmiechem.
-Nie wiem, a na co masz ochotę?- spytała zadziornie.
-Nie mam pojęcia o czym ty teraz myślisz, ale trochę mnie przerażasz.-parsknęłam śmiechem.
-Katy, jesteśmy same w domu i w ogóle mamy sobote, halo, gdzie twoja dusza imprezowiczki.-wykrzyczała z takim entyzjazmem.
-Chyba zniknęła na ostatniej domówce.- powiedziałam smutno i spuściłam głowę, bo czułam już łzy zbierające się w moim oczach.
-Posłuchaj, wiem, że jest źle i wiem, że tak łatwo o tym nie zapomnisz, ale myślenie o tym nic Ci nie da.- odparła i położyła dłoń na mojej.
-Skąd wiesz, że o tym myślę?- odgarnęłam swoje włosy na prawy bok i spojrzałam na nią.
-Katy, znamy się już tyle lat, chyba dobrze wiesz, że często wiem o czym myślisz.- odpowiedziała i oparła swoją ogłowę o moję ramię.
-Nawet nie wiesz jak jest mi źle..-smutno powiedziałam i spuściłam jeszcze niżej głowę. Czułam, że łzy uwolniły się i gwałtownie spłyneły po moich policzkach.
-Nie bądź taka smutna, nie możesz płakać przez tego dupka, wiem, że Cię skrzywdził, ale chcę Ci pomóc zapomnieć, rozumiesz?- wtuliła swoje drobne ciało we mnie.
-Mam go w dupie, one mnie nie skrzywdził. Czuje się źle przez to, że oni mnie uderzyli.- chrząknęłam niepewnie, sama nie wiedziałam czy oszukuję ją czy samą siebie.
-Nie mów tego, wiesz, że tak nie jest. Widzę, że bardziej zraniło Cię to, że Justin potraktował Cię gorzej niż Matt.-smutno odpowiedziała i wierzchem dłoni wytarła moje słone łzy.
-Ja nie mogę uwierzyć, że mu tak zaufałam, czuje się strasznie.
-Wiem, że czujesz się źle, ale w tamtym momencie on był twoją jedyną deską ratunku. Wypuścili Cię i to najważniejsze. Jesteś bezpieczna teraz, pamiętaj, że jestem przy Tobie.- powiedziała i po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Dziękuje.- odpowiedziałam i mocno się do niej przytuliłam. Teraz już dwie pociągałyśmy nosem. Czułam jej łzy na swojej szyi.
-Okej.-szepnęłam po chwili.
-Co okej?- spytała zdezorientowana.
-Pozwalam Ci mnie gdzieś zabrać.- powiedziałam z deliaktnym uśmiechem. Moja przyjaciółka tylko na to podskoczyła i pisnęła jak mała dziewczynka.
-Dobra, to teraz chodź się poprawimy i jedziemy.- wstała z łóżka i pociągnęła mnie za sobą podekscytowana. Ja się tylko zaśmiałam i ruszyłam za przyjaciółką.
Poprawiłyśmy makijaż i włosy, na sam koniec użyłyśmy błyszczyku.
Wzięłam torebkę z kluczami i pieniędzmi, a dziewczyna stała oparta o drzwi wyjściowe. Uśmiechała się do mnie w ten już znany dla mnie sposób.
-No co?- zaśmiałam się głośno.
-Nie nic, jedziemy moim autem?- odwzajemniła gest.
-Ty mnie gdzieś zabierasz, więc tak.- odparłam i wsunęłam na stopy conversy.
Szłyśmy już w kierunku auta, ulica była pełna ludzi i samochodów. To był nawet ciepły wieczór.
Wsiadłyśmy i ruszyłyśmy w kierunku centrum. Atlanta to miejsce, w którym cały czas się coś dzieje. Budynki były oświetlone przez różne światła. Fontanny i pełne ulice ludzi to wizytówka tego miejsca. Tutaj się wychowałam, jestem przyzwyczajona do tego ciągłego ruchu. Oparłam głowę o szybę i tylko się uśmiechnęłam, bo Megan dała głośniej radio. Leciała nasza ulubiona piosenka, Rihanna- No Love Allowed. Zaczęłyśmy się śmiać jak głupie i śpiewać. Poprawiło mi to bardzo humor. Megan trzymała kierownice i udawała, że jest w jakimś teledysku. Zawsze potrafiła mnie pocieszyć i wyciągnąć z największego dołka. Śmiałam się dalej i w końcu otworzyłam okno krzycząc do przypadkowych ludzi. Zatrzymywali się i machali w naszą stronę. Za to właśnie kochałam Atlantę. Megan dodała trochę gazu i dalej śpiewała.
-Gdzie tak w ogóle mnie zabierasz?- spytałam i wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem, bo Megan na pasach otworzyła swoje okno i zrobiła coś w stylu zimnego łokcia. Razem śmiałyśmy się z tego. Sama nie wiedziałam, że ona jest zdolna do takich rzeczy. Chciała zrobić wszystko, żebym była wesoła. To dużo dla mnie znaczy.
-Jedziemy się zrelaksować, spodoba Ci się.- odpowiedziała i puściła mi oczko.
-No dobra, ale chociaż kiedyś tam byłam?- zamknęłam okno i ściszyłam radio, bo piosenka już się skończyła.
-Nigdy tego nie próbowałaś, ale uwierz mi, spodoba Ci się.- uśmiechnęła się i skręciła w jakąś mniej tłoczną uliczkę.
Jechałyśmy tak jeszcze chwile aż w końcu dziewczyna zatrzymała samochód na parkingu. Zamknęłam drzwi i poszłam za przyjaciółką. Po kilku minutach dziewczyna zatrzymała się z promiennym uśmiechem. Zerknęłam na nią, a następnie na miejsce, przy którym stałyśmy.
-Shisha bar?- spytałam z zadziornym uśmiechem.
-Dokładnie tak, chodź.- uśmiechnęła się pewnie do mnie i pociągnęła mnie za rękę w stronę wejścia. Klimat tego miejsca był niesamowity. Podeszłyśmy do baru i Megan zamówiła jeden stolik. Mężczyzna zlustrował nas wzrokiem i uśmiechnął się grzecznie, a po chwili zaprowadził nas na koniec pomieszczenia. Usiadłyśmy przy stoliku z przygotowaną już shishą. Rozglądnęłam się kilka razy i zauważyłam, że było tu sporo ludzi. Najwidoczniej wród nastolatków to coś normalnego i to tylko ja tego nie próbowałam. Cało to miejsce było zadymione, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle. Zapach, który się unosił był niesamowity, to coś w stylu ogródka z owocami i miętą. Ludzie brali do ust rurkę i wypuszczali gęsty dym. Zajebiście mi się to podobało. Usiadłyśmy z Megan przy stole i czekałyśmy na tego kelnera, żeby uszykował nam resztę potrzebnych rzeczy. Moja przyjaciółka najwidoczniej sama była podekscytowana, bo stukała swoimi długimi paznokciami niecierpliwie o stół. Rozglądałam się dalej po sali i stwierdziłam, że to wygląda cholernie seksownie jak chłopak wypuszcza powoli dym. Niektórzy nawet robili różne kółka. Cholera, czemu ona mnie tu wcześniej nie zabrała. Z zamyślenia wyrwał mnie ten chłopak, który przyniósł nam węgielki. Przyznam, że się na tym kompletnie nie znam, więc z ciekawością przyglądałam się temu, co robił młody chłopak.
-Często tu przychodzicie?- spytał i zerknął na mnie, a potem na Megan.
-Właściwie to ja jestem tutaj pierwszy raz.- odpowiedziałam i spojrzałam na przyjaciółkę.
-Ja już kilka razy odwiedziłam to miejsce.- uśmiechnęła się do niego delikatnie.
-Pytam, bo jeszcze nigdy was tu nie widziałem, a to dziwne, żebym nie zapamiętał tak pięknych dziewczyn.- powiedział, a ja od razu przewróciłam oczami na tą tanią próbę podrywu. Całe szczęście tego nie widział i dalej robił coś w shishy.
-Długo tu już pracujesz?- przerwała ciszę moja najlepsza przyjaciółka.
-To bar mojego wujka, więc w sumie od jakiegoś roku. Jak skończyłem studia to przyszedłem tutaj.- odparł i puścił jej oczko, co było dla mnie żenującym widokiem. No kurde, moja przyjaciółka i chłopak, który używa na podryw najgorszego tekstu.
-O, to fajnie.- uśmiechnęła się słodko, a ja tylko parsknęłam cicho śmiechem. Najwidoczniej się jej spodobał.
-Węgielki już powinny się rozgrzać, a melasa jest o smaku malinowym.- przeczesał włosy i zerknął na mnie.
-Okej, dziękujemy.-mruknęłam słodko i posłałam mu swój najlepszy uśmiech, widziałam minę Megan i od razu chciałam wybuchnąć śmiechem. Udawałam ją i tak bardzo mnie to bawiło.
-Nie ma sprawy, jakbyście coś potrzebowały to wiecie gdzie mnie szukać.- uśmiechnął się ostatni raz i obrócił się na pięcie. Odprowadziłam go wzrokiem aż do momentu jak stał znowu przy barze. Uśmiechnęłam się i przerzuciłam wzrok na przyjaciółkę. Patrzyła na mnie i widziałam, że chce jej się śmiać.
-Co to miało znaczyć?- parsknęła.
-Nie no nic, po prostu naśladowałam Ciebie.- zaśmiałam się.
-Boże, ja jestem tak przesadnie słodka?- spytała i sięgnęła po rurkę.
-Zdarza Ci się.- powiedziałam i również sięgnęłam po rurkę od shishy. Sama nie wiem jak to się nazywa, jestem tutaj pierwszy raz i w sumie nigdy nie interesowało mnie palenie czegokolwiek.
Obserwowałam Megan i po chwili z jej ust wydobył się seksownie gęsty dym.
-Wow...-szepnęłam, a dziewczyna od razu zachichotała.
-Sama spróbuj.- powiedziała śmiało.
Zaśmiałam się i pociągnęłam odważnie. Po chwili wypuściłam również dym. To smakowało zajebiście. Nie wiem kiedy coś mi się ostatnio tak podobało.
-To jest genialne.- szczerze przyznałam.
-Mówiłam? Wiedziałam, że Ci się spodoba.
Uśmiechnęłam się do niej i teraz próbowałam różnych kombinacji z tym. Dym wypuszczałam powoli, delektowałam się przy tym smakiem. Chłopak, który wcześniej nam przygotował wszystko wyjrzał zza baru i posłał w naszą stronę uśmiech. Ludzi było coraz więcej, a ja zrelaksowałam się tak, że teraz już leżałam na tej kanapie. Śmiałyśmy się z Megan i wspominałyśmy różne zabawne sytuację. Ten wieczór był naprawdę idealny. Nauczyłam się nawet robić kółeczka z dymu. Z pewnością odwiedzę to miejsce jeszcze nie raz. Ten sam chłopak podszedł do nas z kartą.
-Tak w ogóle to Ryan jestem.- podał Megan, a następnie mi dłoń. Przedstawiłyśmy mu się również i przeglądnęłyśmy kartę. Były tam same drinki i inne napoję.
-Ja prowadzę, więc poproszę wodę z cytryną, a Ty Katy?- spytała Megan. Podniosłam głowę znad karty i spojrzałam na nią. Bardzo rzadko zdarza mi się pić, a tym bardziej w miejscu publicznym. Zdziwiło mnie to, że mogłam tu swobodnie zamówić alkohol, bo przecież jeszcze nawet nie byłam pełnoletnia. Zerknęłam na Ryan'a i nie widać było po nim, żeby miał coś przeciwko. Może nie miał pojęci, że nie mogę jeszcze pić.
-Poproszę drinka z numerem siedem.- uśmiechnęłam się pewnie i wskazałam na drinka.
-Oczywiście, już podaję.- zabrał karty i ruszył w drugą stronę.
Megan patrzyła na mnie dumnie z tym swoim zadziornym uśmiechem.
-Ty bardzo byś chciała coś wypić?- spytałam.
-Może, a czemu?- przerzuciła na druga stronę włosy.
-No, bo jak teraz prowadzisz i nie możesz, to potem można wypić coś u mnie.- mruknęłam i zabawnie poruszyłam brwiami. Megan zaczęła się głośno śmiać, bo pewnie wyglądałam komicznie. Ludzie obrócili się w naszą stronę, a ja nerwowo przegryzłam wargę.
-Ciszej.-zaśmiałam się. -To jak?- dodałam,
-Podoba mi się ta twoja nowa strona, Katy.-parsknęła i zrobiła śmieszną minę.
-Dobra, dobra. Ciesz się, a nie.
Podszedł do nas po chwili Ryan i postawił na stół zamówione wcześniej napoje.
-Dziękujemy.- mruknęła znów tym słodkim głosem, Megan. Ryan zaśmiał się przez to razem ze mną, a ona się uroczo zarumieniła.
-Księżniczko, słodko się rumienisz.-powiedział naśladując jej słodki głos, na co teraz w trójkę wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
-Nie rób tego więcej.- powiedziałam i otarłam łzy, które pojawiły się przez to rozbawienie.
Ryan śmiał się dalej i wrócił już do swojej pracy. Kiwałam głową dalej z tego wszystkiego i upiłam trochę podanego wcześniej drinka. Był on mocny, ale chłopak chyba pomyślał i dał mi trochę mniej wódki.
-Smakuje?- uśmiechnęła się.
-Zajebisty jest.
-Widzę, że się wyluzowałaś.
-Tak, dzięki Megan.- powiedziałam i wstałam.
-Gdzie Ty idziesz?- spytała.
-Zobaczysz.- odpowiedziałam.
Kierowałam się w stronę baru gdzie z daleka widziałam już Ryan'a.
-Słuchaj, jest możliwość zamówienia piosenki?- spytałam i oparłam się jedną ręką o blat.
-Dla Ciebie wszystko.- zaśmiał się i podszedł do komputera.
-Dzięki, to będzie Rihanna- What's My Name-ft. Drake.-przegryzłam wargę i rozglądnęłam się na boki. Przy stolikach siedziało dużo chłopaków, którzy mnie obczajali ze swoich miejsc. Parsknęłam śmiechem przez to i obróciłam się spowrotem do chłopaka.
-Zaraz po tej piosence będzie, na twoje życzenie, Katy.- powiedział seksownie i muszę przyznać, że był całkiem przystojny. Można powiedzieć, że nawet w moim typie.
-Jeszcze raz dzięki.- obróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę przyjaciółki, która w tym momencie wypuszczała dużo dymu z ust.
-Gdzie byłaś?- spytała ze zdezorientowaną miną.
-Zaraz, spokojnie.-zachichotałam i wzięłam do ręki drinka upijając go przy tym.
Palenie shishy sprawiało mi coraz większą przyjemność i mogłam sama przyznać, że różne rzeczy związane z dymem wychodziły mi coraz lepiej. Uśmiechnęłam się do dziewczyny od razu jak usłyszałam początek piosenki, którą zamówiłam. Ona od razu zaczęła nucić z promiennym uśmiechem. Zerknęła na mnie i zobaczyła, że znacząco się do niej szczerzę.
-To twoja sprawka?- zaśmiała się.
-Tak jest!- krzyknęłam i zaczęłam śpiewać. Dziewczyna nawet nie czekała i od razu nuciła ze mną.
Ludzie patrzyli na nas, śmiali się, a niektórzy nawet śpiewali z nami. Ten wieczór poważnie był idealny. Skończyłam drinka i odsunęłam od siebie szklankę. Naprawdę bardzo rzadko piłam, więc alkohol w mojej krwi dawał już jakiś znak. Ryan podszedł do naszego stolika, uśmiechał się tak szeroko, że mogłam zobaczyć prawie wszystkie jego zęby. Zaśmiałam się i zamówiłam to samo, co wcześniej. Megan puściła do mnie oczko i widziałam, że jest teraz wyluzowana tak jak ja. Wypuściłam dym na blat stołu i powstał tak jakby dywan. Było już po dwudziestej drugiej, a w barze robiło się coraz tłoczniej. Niektórzy nawet już pod wpływem alkoholu wychodzili na środek i tańczyli. Podobało mi się to, bo Ryan przyniósł mi drugiego drinka i sama robiłam się trochę pijana.
Głośna muzyka wypełniła bar, a mi nie przeszkadzało to w żadnym stopniu. Megan też dobrze się bawiła, a nawet nic nie piła. W jednym momencie naszedł mnie taki spontaniczny pomysł, który na trzeźwo bym szybko odrzuciła. Wstałam i pociągnęłam przyjaciółkę na parkiet. Tańczyłyśmy w seksowny sposób, a wokół nas zaczęli tańczyć chłopcy. Byli w naszym wieku lub może kilka lat starsi. Poczułam rękę, która zatrzymała się na moich biodrach. Obróciłam się i zobaczyłam przystojnego bruneta, który miał maksymalnie dwadzieścia lat. Ocierał się o mnie i ruszyliśmy się w rytm muzyki. W znaczący sposób zjechałam trochę niżej i sama byłam w szoku. Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła, to alkohol mi dodał odwagi. W takim momencie ma się wszystko w dupie i chcę się po prostu dobrze bawić. Megan tańczyła z jakimś innym chłopakiem w bardzo podobny sposób. Owinęłam ręce wokół szyi chłopaka i odchyliłam głowę śmiejąc się. On pocałował mnie za uchem i mruknął coś seksownie. Poczułam od razu jego zajebiste perfumy, które bardziej mnie nakręciły. Odwróciłam się do niego przodem i zawiesiłam mu ręce na szyi. On od razu położył delikatnie dłonie blisko mojego tyłka. Tańczyliśmy tak jeszcze kilka minut do jakiejś piosenki, którą znałam z radia. Chłopak był wysoki, więc pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha swoje imię. Jai. To zajebiste imię, ale wątpię, żebym je zapamiętała. Również mu się przedstawiłam i on się tylko do mnie uśmiechnął. Po kilku minutach czułam, że chcę mi się już pić i przeprosiłam, Jai'a. Poszłam z Megan już do stolika i powoli się zbierałyśmy. Wzięłam kilka chmur i poprosiłam Ryan'a o rachunek. Megan śmiała się z moich żartów i podała swój numer chłopakowi. Ryan powiedział, że zadzwoni jutro po pracy. Zapłaciłyśmy i szybko wyszłyśmy chowając się w tłumie ludzi. Może to wredne, ale nie chciałam, żeby ten Jai mnie zobaczył. To był tylko taniec po alkoholu, dla mnie to nic nie znaczyło. Wsiadłyśmy do jej samochodu i przyjaciółka najwidoczniej śmiała się ze mnie. Chyba wcale jej się nie dziwię. Robiłam głupie miny i co najważniejsze zapomniałam i się wyluzowałam. Miałam naprawdę dobry humor. Zapięłam pasy i ruszyłyśmy w kierunku domu. Megan zatrzymała się w sklepie po drodze po jakiś alkohol. Szykowała się naprawdę dobra impreza.






Hej! Z góry przepraszam, że rozdział tak późno, ale wcześniej nie mogłam go napisać, a teraz aktualnie jestem nad jeziorem. Jakoś udało mi się go ogarnąć i dodać, więc już mi lepiej, ufff! Przepraszam za wszystkie błędy, a było ich pewnie dużo.
Jestem trochę zmęczona i w sumie tego nie sprawdzałam dokładnie.
Dzięki za jakieś 1,500 wyświetleń, proszę komentujcie jeśli czytacie!
Kocham was, misie.



sobota, 26 kwietnia 2014

8. Forget about me.

Katy



Wytarłam powoli swoje łzy i ostatni raz jeszcze spojrzałam w lustro. W ciągu tych dwóch dni wszystko się tak zmieniło. Czułam się taka słaba, nie chciałam udawać. Patrząc dalej na swoje odbicie nie widziałam już tej samej Katy. Nie widziałam już tej uśmiechniętej dziewczyny. Ciągle myślałam o tej kobiecie z imprezy. Nie mogłam jej pomóc, nie jestem pewna nawet czy żyje. Jak mogłam być tak naiwna, przecież to oczywiste, że nie ma na świecie chłopaka, jakiego grał Justin.
 Wszyscy są jak Matt. To jest popieprzone, nie chcę takiego życia. 
Ściągnęłam swoje ciuchy i wrzuciłam je do prania, co z tego, że miałam je na sobie jakieś 20 minut. Weszłam do wanny i trochę się przy tym zrelaksowałam. Zawsze gorąca kąpiel dobrze na mnie działała.  Niestety nie teraz. Moje łzy zmieszały się z wodą i w łazience rozniósł się mój cichy płacz. Kilka razy pociągnęłam nosem i pomyślałam co zrobić ze swoimi rzeczami. Mam u tego dupka telefon, ciuchy i co najgorsze kluczyki do samochodu. Rodzice powinni wrócić jakoś za dwa dni, a ja muszę się tak ogarnąć, żeby nic się nie domyślili. Czuję się z tym źle, że będę musiała udawać przed nimi silną, że nic się nie stało. Tak naprawdę to zawaliło się moje życie. Będę teraz jeszcze mniej ufać ludziom i będę myśleć o tej dziewczynie. O tym, że nie wiem nawet czy ona jeszcze oddycha. Jestem bezsilna i beznadziejna. Kiedyś byłam szczęśliwa, ale wszystko zaczęło się walić jak w moim życiu pojawił się Matt. Teraz to już zawaliło się całkowicie. Idiotka ze mnie, zawsze jak byłam mała marzyłam o miłości jak w bajcie. Nabrałam na swoje dłonie szampon i okrężnymi ruchami myłam swoją głowę. Włosy przeczesywałam już dzięki odżywce i na koniec użyłam czekoladowego żelu. Cholera, pieprzony Justin. Znam go tą cholerną noc, a go polubiłam. Był taki kochany. Nigdy nie pomyślałam, że spotka mnie coś takiego, on cały czas kłamał, udawał, on to wszystko sobie ustalił. Ja pierdole. 
Gromadziła się we mnie coraz większa złość, którą przykrywał trochę ból i żal. Czułam się oszukana i potraktowana jak największe gówno. Na swoich policzkach miałam siniaki po łapach tych kolesi. Nie mogłam na siebie patrzeć, ja po prostu źle czułam się we własnym ciele. To okropne uczucie, to tak w sumie jakbym była brudna i nie mogła się tego brudu pozbyć. Nienawidziłam go za to, że pozwolił mnie skrzywdzić, bo zaufałam mu i pojechałam do niego. Kurwa, Katy przestań już tak o tym myśleć.
Jakoś o 15 w południe będę musiała dostać się do tego idioty po swoje rzeczy. Nie wiem czego mam się spodziewać. Boję się go. Nigdy nie czułam się tak słabo jeśli chodzi o moją psychikę. Chciałam cały czas płakać i nie widziałam w niczym sensu. To chore. 
Spłukałam letnią wodą szampon oraz odżywkę i sięgnęłam po ręcznik. Stanęłam na podłodze przy czym wytarłam się szybko. Ostatni raz spojrzałam w lustro i dokładniej przypatrzyłam się siniakom. Przecież one mi nie zejdą do przyjazdu rodziców, co ja im powiem? 
Wyszłam z łazienki i wyciągnęłam bieliznę. Megan to najcudowniejsza osoba jaką znam. Zawsze jest przy mnie i wiem, że mnie naprawdę kocha. Słyszałam, że tam na dole w kuchni szykowała już talerze, więc szybko wyciągnęłam czarne rurki, białą podkoszulkę i jeansową koszule. Ubrałam się i zbiegłam na dół. Na schodach już poczułam cudowny zapach kawy.
-Jak tam, słonko? Lepiej trochę?-spytała z delikatnym uśmiechem dziewczyna.
-Tak, dziękuje. Co będziemy jadły?- odsunęłam jedno krzesło od blatu i rozsiadłam się wygodnie. 
Dziewczyna podała mi talerz z kanapkami, a obok położyła kawę, którą tak bardzo potrzebowałam.
-Aww, dziękuje.- mruknęłam i uśmiechnęłam się blado.
-Co masz zamiar teraz zrobić?- odparła i zabrała się za jedzenie. 
-Mam u niego ciuchy, telefon i kluczyki od auta, które stoi tam gdzie była impreza.
-Ja pierdole, co teraz? Nie boisz się, że tego nie odzyskasz?- spytała i niecierpliwie czekała na moją odpowiedz, najwidoczniej sama była tym wszystkim zdenerwowana.
-Nie zabierze mi tego, widziałam jego minę na tamtym magazynie i w sumie chyba dodatkowe problemy są mu zbędne. -odpowiedziałam i wzięłam łyk napoju.
-To dzisiaj do niego pojedziemy i ja to załatwię.- powiedziała pewnie Megan.
-Nie. Ty udajesz, że nic nie wiesz i nikt nie może wiedzieć, że Ci powiedziałam, ja to muszę załatwić.- odpowiedziałam.
-Dobrze, ale Cię zawiozę. Znasz w ogóle adres?- spytała mnie poprawiając przy tym swoje włosy.
-Nie mam, daj mi swój telefon.- powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę przyjaciółki. Ona od razu podała mi swojego iphona i czekała na to co zrobię dalej. Wybrałam swój numer w jej kontaktach i przyłożyłam telefon do ucha. Miałam nadzieję, że ten frajer to odbierze. Po kilku sygnałach usłyszałam męski głos. Od razu wiedziałam z kim rozmawiam.
-Halo?- spytał zdezorientowany Justin. 
-Podaj mi swój adres w sms'ie, zaraz będę po swoje rzeczy.- powiedziałam i starałam się być spokojna. Nie czekałam nawet na jego odpowiedź, po prostu się rozłączyłam i oddałam Megan telefon. 
-Co powiedział?- spytała z ciekawości. 
-A co miał powiedzieć? Nie dałam mu nawet czasu na odpowiedź, on musi oddać mi te rzeczy.- odpowiedziałam przyjaciółce i wzięłam ostatni kęs kanapki.
-Nie wydaje mi się, że to będzie takie pros...-zaczęła mówić, ale przerwał jej sygnał przychodzącego sms'a. Od razu spojrzałyśmy na wyświetlacz. Był on wysłany z mojego telefonu.
-Mówiłam?- parsknęłam ironicznym śmiechem i uśmiechnęłam się z satysfakcją.
-Nie wierzę, że to będzie takie proste.- parsknęła również.
-Zobaczymy. Idę się malować, dzięki za śniadanie.- pocałowałam Megan słodko w policzek i ruszyłam w stronę schodów. Usłyszałam jej tylko urocze mruknięcie. 
W pokoju znalazłam swoją jakąś kosmetyczkę, w której miałam podstawowe kosmetyki. Fluid, korektor, puder i tusz do rzęs. Ruszyłam do łazienki i nałożyłam od razu po kremie małą ilość podkładu. Następnie na swoje niedoskonałości dałam trochę korektoru i rzęsy pomalowałam pogrubiającym tuszem. Siniaki były dalej bardzo widoczne na mojej twarzy. 
-Meeegan, masz jakiś błyszczyk?!- krzyknęłam głośno, żeby dziewczyna mnie usłyszała z dołu. Po kilku sekundach usłyszałam, że ktoś idzie po schodach.
-Proszę.- podała mi błyszczyk i się uśmiechnęła zadziornie. 
-Dzięki, mam suszyć włosy czy iść w kucyku?- spytałam.
-Przeczesz je tylko, same Ci zaraz wyschną, bo jest ciepło.- odpowiedziała i ruszyła w kierunku wyjścia.
Zrobiłam tak jak powiedziała i zostawiłam swoje długie włosy rozpuszczone. Usta pomalowałam truskawkowym błyszczykiem, który dał lekki połysk. Przeglądnęłam się ostatni raz i zeszłam na dół. Westchnęłam głośno na samą myśl, że muszę się z nim spotkać. 
Z szafy przy drzwiach wyjściowych wyciągnęłam bordowe conversy. 
-Nienawidzę ubierać tych butów, ugh.-warknęłam na co dziewczyna od razu zachichotała. 
-Powtarzasz to za każdym razem jak je ubierasz.- parsknęła.
-Bo tak jest.- również się zaśmiałam i szłyśmy już chodnikiem w stronę jej samochodu. 
Wsiadłam, zapięłam pasy i nerwowo przejechałam ręką po włosach.
-Denerwujesz się, co?- spytała i spojrzała na mnie z takim przyjaznym wyrazem twarzy. Cholera była przy mnie nawet w najgorszych dla mnie chwilach. Nie wiem czym sobie zasłużyłam na taką przyjaciółkę. 
-Nie wiem jak on się zachowa.-odpowiedziałam i spuściłam głowę w dół.
-Zawsze mogę tam pójść z Tobą, pamiętaj.-odparła i kierowała się za adresem wprowadzonym w nawigację. 
-Megan, mówiłam Ci już, że nie będę Cię w to mieszać, okej?- spojrzałam przez okno.
-Okej, ale wiesz, że się po prostu martwię? Stanę gdzieś w pobliżu tak, żeby mnie nie widział.-skręciła i trochę przyśpieszyła. Wiedziałam, że dosłownie za kilka minut go zobaczę, że będę się bała. Nie wiem sama na czym stoję, nie wiem kim ten chłopak jest, ale wiem jedno. Justin, z którym się śmiałam i jadłam naleśniki to nie jest Justin, który stał z tymi facetami. To na pewno.(...)

Po kilku minutach dojechałyśmy na miejsce i Megan zaparkowała z 30 metrów od jego domu. Poznawałam już ten teren i wiedziałam gdzie mam iść.
-Dasz sobie radę?-spytała tym swoim opiekuńczym głosem.
-Tak, nie martw się. Zaraz wracam.-odparłam i wysiadłam z samochodu. 
Szłam pewna tego, co robię. Wiedziałam, że to tylko zajmie nam chwilę, ale i tak się bałam. Wyglądałam dobrze i to dodawało mi pewności siebie. Czym bliżej byłam jego domu tym bardziej nogi się pode mną uginały. Serce biło mi szybko i oddech stał się nierówny. Głęboko westchnęłam i zbliżyłam się do drzwi. Przeczesałam włosy po czym zapukałam i spuściłam nerwowo głowę w dół. Słyszałam czyjeś kroki, więc wiedziałam, że Justin zbliża się już do drzwi. Miałam wrażenie, że moja warga zaraz się wykrwawi od tego przegryzania. Stanęłam udając obojętną i pewną siebie. Włosy miałam zarzucone na jedną stronę, a cały ciężar ciała oparłam na prawej nodze. Szczerze nie wiedziałam w ogóle czego mam się spodziewać. Zamek się przekręcił i drzwi otworzyły się powoli i tak jakoś niepewnie. Chłopak ukazał się w nich i wyglądał całkiem inaczej niż w tym magazynie, zdecydowanie. 
-Wejdź.-wychrypiał.
-Nie będę wchodzić. Daj mi moje rzeczy i to tyle.-powiedziałam stanowczo i rozejrzałam się na boki.
-Poczekaj.-powiedział i poszedł w głąb domu.
Serce dalej biło mi w nienaturalnym rytmie, tak strasznie chciałam, żeby powiedział, że to wszystko to żart. Że on naprawdę jest taki szczery i zabawny. Niestety, to tylko marzenia w mojej głowie, tego nigdy nie będzie.
Chłopak po kilku minutach wrócił i podał mi wszystkie rzeczy. Telefon był cały, kluczyki były, ciuchy i torebka tak samo. Na szczęście.
Obróciłam się nie pięcie i bez słowa poszłam w kierunku bramki. Zatrzymało mnie to, że Justin złapał mnie za rękę.
-Poczekaj, proszę.-szepnął spokojnie. 
-Nie jesteś wart tego, żebym czekała.-warknęłam i wyrwałam swoją rękę kierując się dalej w stronę bramki. Całe szczęście dał mi już spokój. To było dziwne uczucie stać przed nim. Czułam się tak źle z tym wszystkim, tłumaczyłam sobie, że on jest zły i nic nie warty. Ale w głowie dalej miałam to, że rozśmieszał mnie tak jak nikt inny nie potrafił. 
Katy, nie znasz go i on jest jakimś pieprzonym bandytą czy chuj wie kim, daruj sobie. Wypuściłam głośno powietrze i szłam w kierunku, Megan. 
Szybko wsiadłam i zapięłam pas.
-I jak było?- spytała zaciekawiona i zdenerwowana.
-A jak mogło być?-spytałam wrednym tonem.
-Masz rację, głupie pytanie.-odpowiedziała i zawróciła.
Teraz chciałam już być tylko w domu i w swoim łóżku. Cieszyłam się, że Megan ze mną zostanie, ale z drugiej strony chciałam być sama. To wszystko było dla mnie dziwne.
Wiedziałam jedno. Musiałam zapomnieć.



___________________________________________________________________________________


Cześć!
 Z góry chcę podziękować za wszystkie miłe słowa na twitterze i za taką motywacje, 
jesteście strasznie kochani :)
Mamy krótki rozdział, a na blogu jest już jakieś 1,200 wyświetleń!
Dziękuje, dziękuje, dziękuje!
kocham was





środa, 23 kwietnia 2014

7. Soon.

Katy




Patrzyłam mu prosto w oczy i po moich policzkach spływały coraz szybciej słone łzy. Oddychałam nierówno i serce biło mi w nienaturalnym rytmie. Byłam wściekła, smutna, zawiedziona, ale przy tych wszystkich emocjach jakby szczęśliwa? Szczęśliwa, że widzę, że on jest cały i zdrowy? To było chore, mimo, że on mnie tutaj przywiózł i naraził na to wszystko, ja dalej się cieszyłam, że nic mu nie jest. Spuściłam głowę i spojrzałam na swoje vansy, po których spływa moja łza. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam głowę do góry. Widziałam, że chłopak na mnie patrzył, ale zdecydowałam, że będę grała silną.
-Mogę już stąd wyjść? Myślę, że wszystko sobie wyjaśniliśmy.- powiedziałam i spokojnie wstałam.
-To już ja zdecyduję czy stąd wyjdziesz.- uśmiechał się obleśnie jeden brunet.
Spojrzałam na niego i od razu później na Justina. Chłopak patrzył w ziemię z zaciśniętą mocno szczęką. 
-Tak? No dobrze, więc co robimy?- spytałam grając przy tym dalej niegrzeczną dziewczynkę, która jest w cholerę pewna siebie.
-Kurwa, Mike nie mam ochoty jej tu trzymać, wkurwia mnie.- powiedział jakiś facet, ignorując to, że jestem w tym samym pomieszczeniu.
-To z nią coś zrób, ja nie mam zamiaru uciekać przed psami.
-Powiedziałam już, że nie pójdę na żadną policję, bo mnie to nie obchodzi i na tej imprezie było za dużo narkotyków.- wtrąciłam się.
W tym momencie ten facet zrobił mi coś, co jeszcze bardziej mnie osłabiło, nie chciałam już dłużej grać. Rozpłakałam się na dobre przez jego mocne uderzenie w twarz. Schowałam buzie szybko w dłoniach i zakryłam ją włosami. Płakałam i miałam coraz mniej cierpliwości. Po prostu nie wytrzymałam. Nie dałam rady trzymać w sobie, że Justin mnie nie zawiódł. Podniosłam spokojnie głowę i zauważyłam, że mężczyzna się ode mnie odsunął. Zrobiłam kilka kroków w tył i spojrzałam z pogardą i żalem na Justina.
-Zadowolony jesteś? Gratuluję, pewnie nie jedną nabierasz na takie kolację.-powiedziałam i patrzyłam mu prosto w oczy. Rękę z obolałego policzka schowałam do kieszeni i w tym momencie chłopakowi aż zbladła twarz. Zdałam sobie sprawę, że pewnie mam siniaka i wcale się nie dziwie. Ten facet uderzył mnie z taką siłą, że dziwiłam się sama sobie, że ustałam na nogach.
-Co? Teraz kurwa nic nie powiesz?- warknęłam, już coraz bardziej zirytowana milczeniem chłopaka.
-Katy, to nie jest tak, ja n...-odpowiedział Justin, ale przerwał mu ten cały Mike.
-Aww, jak słodko, a teraz zabieraj ją, bo już nie mogę patrzeć na tą żałosną szopkę.- odparł i wskazał na mnie. Nie miałam pojęcia, o co im kurwa chodziło, przecież wcześniej mnie rozwiązali i już miało być dobrze. To wszystko jest popieprzone. Ten sam blondyn znów przerzucił mnie przez swoje ramię, a ja jęknęłam cicho z bólu. Po kilku krokach chłopak się zatrzymał. Ruszyłam głową w drugą stronę, żeby zobaczyć co się dzieje. Przed nami stał Justin z założonymi rękami.
-Powiedziała wam, że nic nikomu nie powie, więc dajmy jej pieprzony spokój.- odezwał się Jus.
-A ty kurwa co? Nie będziesz ustalał, co robimy.- warknął blondyn.
-Kurwa, a czego chcesz? Nie wolisz jej teraz puścić, żeby już stąd spierdalała? Ja mam jej dosyć i kurwa nie chcę jej na magazynie.-powiedział groźnym tonem głosy, którego nie znałam i poczułam nieprzyjemny dreszcz.
-Chłopaki, Bieber dobrze mówi, potem kurwa będą jeszcze większe kłopoty.-wtrącił się jeden z ciemnymi włosami.
Gdzieś już słyszałam to nazwisko, ale nie mogłam sobie przypomnieć w ogóle gdzie.
-Dobra, nie będę się bawić w to gówno.-groźnie warknął chłopak, który mnie trzymał i zrzucił mnie na ziemie. Ledwo, co utrzymałam się na nogach, bo dosłownie wszystko mnie bolało. Justin złapał mnie za biodra, żeby mnie podtrzymać.
-Spierdalaj.- powiedziałam wrednym tonem głosu i zrzuciłam jego ręce.
-Jak ta mała się rzuca.-zaśmiał się blondyn.-Z wielką chęcią bym spędził z Tobą noc w moim łóżku, mała.- obleśnie mruknął mi do ucha. Wszyscy się zaczęli śmiać i przybijać mu pięteczki. Tylko Justina pięści i szczęka się zacisnęły. W głowie ciągle miałam jego słowa, że ma mnie dość.
-Spadam stąd.- powiedziałam i wyminęłam Justina otwierając drzwi.
-Pamiętaj, żeby milczeć, bo pożałujesz, suko.-krzyknął jeden z nich za mną.
-Nie bój się o to.-odgryzłam mu się i pokierowałam szybkim krokiem wzdłuż korytarza.
Szłam bardzo szybko szukając jakiegoś wyjścia. Płakałam cicho, bo naprawdę już nie miałam siły udawać przed samą sobą, że dam radę. Przyśpieszyłam trochę i w końcu znalazłam duże drzwi z napisem 'wyjście'. Popchnęłam je mocno i od razu ciepłe powietrze otuliło moją skórę. Zaczęłam szukać telefonu, ale uświadomiłam sobie, że pewnie został on u Justina tak jak moje inne rzeczy. Byłam w jego dresach i na dodatek nie wiedziałam gdzie jestem.
-Cholera..-powiedziałam cicho pod nosem. Zaczęłam się rozglądać za jakąś restauracją, żebym mogła skorzystać z telefonu. Przeszłam kawałek drogi i w końcu znalazłam macdonald'a. Kiedy chciałam już wejść uświadomiłam sobie, że nie mam nawet pieniędzy na tą jedną rozmowę. Nerwowo przejechałam ręką po włosach. Czułam się źle w tych ciuchach, bo wiedziałam, że były jego. Poszłam za restaurację i zobaczyłam tam jakiegoś młodego chłopaka. Palił fajkę i wyglądał na pracownika, więc podeszłam, bo pewnie miał przerwę. Chłopak zauważył, że idę w jego stronę i uśmiechnął się nieśmiało. Zlustrował mnie wzrokiem, pewnie nie codziennie się widuje dziewczynę w męskich ciuchach. 
-Cześć, mam pytanie. Czy mogłabym skorzystać z twojego telefonu?- spytałam i uśmiechnęłam się przy tym.
-Hej, pewnie, że tak.- chłopak odwzajemnił uśmiech i wyciągnął telefon z kieszeni.-Proszę.-dodał.
Wzięłam telefon i wpisałam numer do Megan. Cały czas zerkałam nerwowo na chłopaka. Przyglądał mi się uważnie i wyglądał na trochę zdziwionego. Czekałam teraz na sygnał.
-Megan? Posłuchaj, tutaj Katy. Masz teraz czas i mogłabyś po mnie gdzieś podjechać?- spytałam przyjaciółki przez telefon.
-Katy? Cześć, od kogo dzwonisz? Tak mogę przyjechać, podaj adres w sms'ie.-odpowiedziała.
-Dobra, już wysyłam i potem Ci wszystko wyjaśnię.-szybko powiedziałam i się rozłączyłam.
Podałam chłopakowi telefon i dopiero teraz zauważyłam, że jest bardzo przystojny.
-Możesz wysłać na ten numer dokładny adres?-spytałam grzecznie.
-Pewnie, już wysyłam.-odpowiedział i puścił mi oczko, co mnie rozśmieszyło.
Schował telefon i staliśmy tak chwilę w ciszy.
-Impreza?-spytał i zaśmiał się.
-Można tak powiedzieć.-odwzajemniłam gest i spuściłam wzrok na swoje buty.
-Justin.-uśmiechnął się i podał mi rękę. Przeżyje wszystko, ale dlaczego Justin? Ugh.
-Katy.-uścisnęłam jego dłoń.
-Posłuchaj, Katy..wiem, że może nie mogę pytać, ale co to za siniaki na twarzy?-nieśmiało na mnie spojrzał i bardziej przyjrzał się mojej twarzy.
-To nic takiego, wiesz bardzo przepraszam, ale nie chcę o tym rozmawiać.-odparłam i rozglądnęłam się za autem przyjaciółki, bo robiło się niezręcznie. 
-Przepraszam, masz rację.-powiedział i naszą rozmowę przerwał jego telefon. Dzięki Ci Boże!
Wyciągnął iPhone'a i podał mi go.
-To chyba do Ciebie- uśmiechnął się blado, najwidoczniej skrępowany naszą rozmową.
Wzięłam telefon i przeciągnęłam palcem po zielonej słuchawce.
-Gdzie jesteś?- spytałam.
-Stoję już pod macdonald'em. A ty gdzie jesteś?
-Już idę.
Rozłączyłam się i oddałam chłopakowi telefon po czym podeszłam i delikatnie go przytuliłam, co szybko odwzajemnił.
-Dziękuje, Justin, że dałeś mi zadzwonić i w ogóle.-uśmiechnęłam się i zrobiłam kilka kroków do tyłu.
-Nie ma sprawy, mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy, Katy.
-Na pewno.-powiedziałam i obróciłam się na pięcie idąc w stronę wejścia do restauracji. Szłam dosłownie chwilę i już z daleka rozpoznałam srebrne audi, Megan.
Wsiadając do samochodu spuściłam głowę w dół, bo bałam się reakcji swojej najlepszej przyjaciółki na te siniaki.
-Cześć, Katy!- powiedziała energicznie dziewczyna i odpaliła silnik.
-Cześć, jak tam?-odpowiedziałam dalej z głową trochę w dół. Nie miałam w ogóle siły, żeby z kimś o tym rozmawiać, byłam wykończona psychicznie. Jedyne co chciałam to iść do swojego łóżka.
-Co tam ro....Kurwa mać, Katy! Co Ci się stało? Kogo to ciuchy?- krzyknęła po tym jak na mnie spojrzała i ledwo zatrzymała pojazd na przejściu dla pieszych.
-To nic takiego, proszę zawieź mnie do domu..-odparłam ze smutkiem.
-Katy, wiesz, że tego tak nie zostawię, mów mi proszę, co się stało.
-Megan, dobrze, ale teraz dojedźmy spokojnie do mojego domu i potem wszystko Ci opowiem.-powiedziałam i zmęczona oparłam głowę o szybę. Myślałam o wszystkim, bałam się tego, co będzie dalej. Musiałam odzyskać swoje rzeczy od Justina. Do cholery moje auto jest tam pod tym domem, a kluczyki są u niego. Zajebiście.(...)



-Katy, wytłumacz mi to wszystko.-zaczęła dziewczyna i usiadła wygodnie na moim łóżku.
-Pamiętasz tego chłopaka, co zabrał ode mnie tego kolesia na imprezie?- spytałam i ściągnęłam z siebie ciuchy Justina. Nie wstydziłam się Megan, jesteśmy przyjaciółkami od dawna.
-No tak i co z nim?- jej wyraz twarzy zmieniał się coraz bardziej. Widziałam po niej, że jest strasznie zdenerwowana.
-Wtedy pobiegłam zobaczyć, co się dzieje na tej imprezie. Zatrzymałam się i zobaczyłam mężczyzn, którzy zdecydowanie nie są w naszym wieku. Oni dziewczynę i przywiązali do krzesła, ale to chyba już wiesz.
-No tak, mów dalej.-zmieniła pozę i obserwowała mnie uważnie.
-Ci mężczyźni mnie zobaczyli, ruszyli w moim kierunku, więc zaczęłam uciekać. Za ramię pociągnął mnie ten chłopak, Justin. Schował mnie przed nimi i potem uciekliśmy do niego do domu. Oni mnie szukali, bo myśleli, że widziałam coś więcej. Zasnęłam u Justina i obudziłam się w magazynie, przywiązana do czegoś.-skończyłam i spojrzałam na dziewczynę, żeby zobaczyć czy jeszcze nadąża.
-Boże, żartujesz? Katy i co dalej?!- krzyknęła z przerażoną miną jak nigdy.
-Zabrali mnie do innego pomieszczenia, zasnęłam i obudziłam się już na krześle dalej związana. Stali przede mną i przyglądali się mi. Powiedziałam im, że prawie nic nie widziałam, ale kilka razy mnie uderzyli. Kiedy już mnie rozwiązali i chcieli puścić, bo przekonałam ich, że nie pójdę na policję..to wszedł Justin.- powiedziałam i ubrana w inne ciuchy usiadłam obok niej.
-Katy, ja nic nie rozumiem, zabrał Cie do siebie, żeby potem im Cię oddać? To jest ten sam chłopak, co miał ze sobą wcześniej broń?-spytała i patrzyła na mnie z takim przerażeniem.
-Tak to ten sam chłopak, ale co ja miałam zrobić? Myślałam, że mnie chcę uratować.-odparłam i pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Dziewczyna od razu zareagowała i przytuliła mnie mocno. Pocierała uspokajająco moje plecy i mówiła, że będzie dobrze. Tego mi było właśnie trzeba.
-Spokojnie, pójdziemy na policję i złapiemy tych drani.-powiedziała i przytuliła mnie jeszcze mocniej.
-Megan, nie rozumiesz, że ja muszę zapomnieć? Nie możemy pójść na policję, nie możesz nikomu tego powiedzieć.- popatrzyłam na nią i po jej minię mogłam wywnioskować, że nie jest zadowolona z mojej decyzji.
-Rozumiem, weź sobie gorącą kąpiel, a ja zostanę dzisiaj z Tobą na noc.-podniosła się na łóżku i szła w stronę drzwi.
-Dobra, ale czekaj, gdzie teraz idziesz?- spytałam ze zdezorientowaną miną.
-Idę zrobić Ci coś do jedzenia, głuptasie. Przecież wiesz, że możesz na mnie liczyć- odpowiedziała i szczerze się do mnie uśmiechnęła.
-Dziękuje.- odwzajemniłam gest i ruszyłam w stronę łazienki. Nie wiem po co się ubierałam jak i tak wezmę teraz kąpiel, ale okej. Spojrzałam na zegarek i była jakoś 12:30. Odkręciłam wodę i spojrzałam kilka razy w lustro. Łzy spływały mi szybko po obolałych policzkach.
-Wiedziałam, że nie istnieje chłopak, który będzie dobry, wiedziałam..-szepnęłam sama do siebie i weszłam do gorącej wody rozluźniając się przy tym.

___________________________________________________________________________________


Wiem, wiem, że jest nudny, ale następne postaram się, żeby były ciekawsze. 
Jeśli czytasz to proszę skomentuj albo napisz do mnie na tt: purpleslivka
to mnie zmotywuje :)





poniedziałek, 21 kwietnia 2014

6. Where are you?

Katy




Obudziłam się, bo czułam, że jest mi okropnie zimno i jestem cała obolała. Powoli otwierałam oczy i jedyne co zobaczyłam to światło wydobywające się najprawdopodobniej zza drzwi. Uświadomiłam sobie, że nie jestem już w łóżku Justina, tylko leżę na ziemi przywiązana rękami do czegoś. Podniosłam się gwałtownie z ziemi i rozglądnęłam się po ciemnym pokoju. Byłam przerażona, nie wiedziałam, co się w ogóle dzieje. Dreszcze przeszły mnie na myśl o zeszłej nocy, to wszystko do mnie wróciło z podwójną siłą.
-Justin?- szepnęłam cicho i poczułam łzy zbierające się w kącikach moich oczu.
-Justin, gdzie jesteś, co się dzieje?- szepnęłam ponownie, ale niestety na marne.
Biłam się ze swoimi myślami. Czułam, że całkowicie odleciałam w ciemne strony mojej głowy. Zaczęłam się zastanawiać gdzie mogę być i czy Justinowi nic nie jest. Co jeśli Ci ludzie, co mnie tu trzymają włamali się do domu, bo wiedzieli, że on mnie ukrywa u siebie? Wyrzuty sumienia wzięły nade mną całkowitą górę i zapłakałam cicho. Mogłam uciec sama, mogłam nalegać, żeby zawiózł mnie do mojego domu... Naraziłam go na niebezpieczeństwo, co jeśli oni go skrzywdzili? W końcu mnie zabrał do siebie, a oni mnie szukali. Byłam dla nich zagrożeniem, bo widziałam co robili tej dziewczynie. Powoli miałam trudność z oddychaniem, więc postanowiłam się uspokoić i wzięłam kilka głębokich wdechów. Na moim ciele musiało być kilka zadrapań, bo prawie wszystko mnie szczypało. Głowa mi pulsowała z bólu, a do tego jeszcze intensywnie o wszystkim zaczęłam myśleć. Próbowałam przypomnieć sobie dokładnie wszystkie zdarzenia z wczoraj. Pamiętałam dobrze, że zjedliśmy razem kolację i poprosiłam, żeby się obok mnie położył. Dalej już nic nie pamiętam. Ta cholerna pustka, to okropne. Strach sparaliżował całe moje ciało, ponieważ usłyszałam kroki. Automatycznie usiadłam i cicho syknęłam przez sznury na swoich nadgarstkach. Drzwi powoli zaczęły się otwierać, a ja od razu zmrużyłam oczy przez mocne światło. Przede mną ukazały się sylwetki mężczyzn dobrze zbudowanych. W głowie układałam sobie już najmroczniejsze scenariusze. Serce biło mi tak szybko i głośno, że pewnie oni je słyszeli.
-Jack, zabieraj ją.- wychrypiał stanowczo mężczyzna.
Jakiś koleś szybko i gwałtownie do mnie podszedł. Złapał mnie za włosy i pociągnął w tył przyklejając mi przy tym taśmę na usta. Jęknęłam z bólu i kilka słonych łez spłynęło po moich policzkach. Facet przeciął sznur jakimś nożem i posłał mi taki ironiczny uśmieszek, który przyprawił mnie o dreszcz. Pociągnął mnie za nadgarstek w górę, a ja ledwo ustałam na nogach. Położył swoje obleśne ręce na mnie i przerzucił mnie przez swoje ramię. Obrócił się w stronę drzwi i ruszył za mężczyznami. Szliśmy tak przez korytarz najprawdopodobniej jakiegoś magazynu. Łzy niekontrolowanie uwalniały się z moich oczu. Bałam się tak cholernie. Mogłam dostrzec, że idzie koło nas jakoś z 4 innych mężczyzn. Nienawidziłam ich za to, że chcą mnie raczej teraz skrzywdzić i za to, że zrobili coś pewnie Justinowi. Znałam go tak krótko, ale bałam się o niego chyba bardziej niż o siebie. Powoli robiło mi się niedobrze od tego, że wisiałam od 5 minut do góry nogami. Czułam mocny ucisk w brzuchu, który był spowodowany stresem. Zaczęłam cicho płakać, co oni pewnie usłyszeli, bo przerwali milczenie i zaśmiali się jak jacyś psychopaci. Z moich ust wydobywał się coraz głośniejszy płacz i w głowie powtarzałam sobie tylko 'wdech i wydech, Katy.. wdech i wydech'. W takiej sytuacji jak ta nie wiedziałam co mam do cholery robić. Mam bić tego pieprzonego idiotę w plecy, żeby mnie puścił, czy mam siedzieć cicho. Mogę spokojnie przyznać, że myślałam już nawet o najgorszym. Wiedziałam, że mogą teraz mnie zabić, ale w sumie mogli zrobić już to szybciej.
-Zabierajcie ją do drugiego pomieszczenia. Kto kurwa wie, co te dwie suki wymyślą razem.- warknął któryś z nich, a ja od razu się otrząsnęłam.
Dwie? Jak to dwie? Czyli moje przypuszczenia są prawdziwe. To są Ci sami mężczyźni, co na imprezie. Ta 'druga suka' to pewnie dziewczyna, którą tam przetrzymywali. Mimo wszystko, cieszyłam się z wiadomości, że ona jeszcze żyje. Ten cały Jack kopnął w jakieś drzwi i wprowadził tam mnie. Skoczyłam na ziemię i od razu spuściłam głowę ze strachu, co teraz będzie. Przywiązał mnie do jakiejś kraty, przez co jęknęłam w głowię, bo zacisnął sznur mocno na moich nadgarstkach. Odszedł ode mnie i tak jakby nigdy nic zatrzasnął za sobą drzwi. Płakałam i czułam się bardzo skrzywdzona fizycznie i psychicznie. Nie mogłam nawet krzyczeć w prośbie o pomoc, bo miałam tą pierdoloną taśmę na ustach. Leżałam na zimnej i brudnej ziemi z nadzieją, że to tylko zły sen i zaraz się z niego obudzę, a obok będzie spać spokojnie Justin.(...)



Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam przed sobą tych samych mężczyzn. Byliśmy w innym pomieszczeniu, było tu zdecydowanie więcej światła, więc mogłam im się przyjrzeć. Byli naprawdę dobrze zbudowani, a ich skórę pokrywało dużo tatuaży. Mieli jakoś nie więcej niż 27 lat. Taśma z mojej twarzy była już ściągnięta, a teraz byłam przywiązana do krzesła. Przyglądali mi się i czułam coraz większy strach.
-Dzień dobry, księżniczko. Dobrze się kurwa spało?- wysyczał jeden z nich.
Spojrzałam na niego i od razu spuściłam wzrok, bo czułam, że zaraz pęknę i rozpłaczę się na dobre. Mężczyzna ruszył w moją stronę i złapał mocno mój podbródek. 
-Odpowiadaj mi kurwa, mówię do Ciebie.- warknął głośno, a ja już nie pilnowałam nawet swoich łez.
-Kim jesteście i czego ode mnie chcecie?- powiedziałam cicho i czułam, że rośnie we mnie wściekłość. Kim oni do cholery byli, że mogli mną pomiatać jak gównem. 
-Powiedz mi, co widziałaś zeszłej nocy.- odparł chłodnym tonem.
-Jakiej zeszłej nocy? O co wam chodzi?- spytałam i udawałam głupią jak najlepiej potrafiłam.
-Nie udawaj i lepiej nie marnuj mojego cennego czasu, bo kurwa źle skończysz!- krzyknął mi prosto w twarz, a w jego oczach widziałam czystą nienawiść.
-Widziałam, że przywiązaliście ją do krzesła i była pobita, to tyle.- starałam się mówić opanowanych głosem, żeby nie widzieli, że kłamię. Jakbym powiedziała, że widziałam jak przykładają jej pistolet do tyłu głowy to mogłoby się to dla mnie gorzej skończyć. Reszta nastolatków z imprezy raczej tego nie widziała. Byli zajęci ratowaniem swojej własnej dupy. Ja to wdziałam i uwierzcie mi, nie chcielibyście być wtedy na moim miejscu.
-Wyjaśnij mi czemu mamy Ci uwierzyć?- spytał z cwanym uśmiechem inny facet.
-Bo mówię kurwa pierdoloną prawdę.- syknęłam i od razu pożałowałam. Dostałam mocno w twarz od mężczyzny stojącego przede mną. 
-Głupia suka, nie stawiaj się lepiej.- splunął i zlustrował mnie bezczelnie wzrokiem.
-Powiedziałam wam już, tylko tyle widziałam. Reszta ludzi z imprezy widziała dokładnie to samo co ja więc, co ja akurat tutaj robię?- spytałam.
Mężczyźni spojrzeli na siebie porozumiewawczo i wyglądało na to, że uwierzyli w to co powiedziałam.
-I tak w sumie.. po co mnie tutaj trzymacie? Marnujecie tylko swój czas, bo ja i tak na żadną policję nie pójdę.- dodałam stanowczo, chciałam, żeby mnie stąd wypuścili.
-Dlaczego nie pójdziesz na policję?- spytał spokojnym tonem.
-A po co? To nie jest moja sprawa, co ta suka wam zrobiła i ja mam swoje problemy, więc chuj mnie interesuję, co jej robiliście. Jak dla mnie ona może być nawet martwa. Chcę po prostu wrócić do imprezowania i tyle. Sama nie jestem zbyt grzeczną dziewczynką.- kłamałam i byłam sama pod wrażeniem, że idzie mi to tak dobrze. Cieszyłam się w duchu, bo ich miny zmieniały się coraz bardziej. Wyglądali tak, jakby w to uwierzyli.
-Rozwiąż ją.- powiedział jeden.
Jest. Jest. Jest. Kurwa, na szczęście!
Mężczyzna o blond włosach rozwiązywał sznury i patrzył na mnie tak jakby szukał kłamstwa. Niestety, nie ze mną te numery, byłam dobrą aktorką.
-A tak ogólnie, to jak mnie tu ściągnęliście?- spytałam naturalnie, a w duchu umierałam ze strachu, bo nie wiedziałam co z Justinem.
-Twój kochaś nam bardzo ułatwił tą sprawę.- powiedział z cwanym uśmiechem jeden facet.
-Jaki do cholery kochaś?- spytałam ze zdezorientowaną miną, poważnie nie wiedziałam o kogo chodzi.
Po kilku sekundach drzwi od tego pomieszczenia się otworzyły, a ja oniemiałam. Serce przyśpieszyło mi jeszcze bardziej. Nie jestem pewna czy przypadkiem nie uchyliłam delikatnie ust z tego szoku. Ujrzałam kogoś kogo najmniej się teraz spodziewałam. Kogoś komu do pieprzonej cholery zaufałam.
Nie wiedziałam, co robić.
-Justin?!- krzyknęłam i momentalnie poczułam łzy na swoich policzkach.


___________________________________________________________________________________

Hejka! Jak widzicie coś się dzieje i już będzie trochę ciekawiej. Dodaje ten rozdział teraz, bo zaraz mogę nie mieć laptopa, a kurczę chciałam, żeby był dłuższy, so.....
Spróbuję może zaraz pisać na telefonie 7 rozdział! Prosiłabym o zostawienie komentarza, czy czytacie, czy się podoba lub co mogę poprawić.
Kocham was!