Justin pchnął mnie na tą ścianę i ledwo powstrzymałam piśnięcie. Zakrył mnie swoimi ramionami tak, że nie było mnie w ogóle widać. Słyszałam, że ta nieznana mi osoba się zbliża, ale miałam nadzieję, że nas nie zauważy. To był szeroki korytarz i nie wiem jaki kretyn rozglądałby się po każdym boku. Moje serce biło jeszcze szybciej niż wcześniej, a nogi były jak z waty. Czułam, że z nerwów miałam już wilgotne ręce, ale teraz to był mój najmniejszy problem. Kroki było słychać coraz głośniej. Szatyn uspokajająco masował mnie po plecach, dobrze wiedział, że bałam się jak nigdy. Chciałam już mieć to wszystko za sobą. Ta osoba przyśpieszyła kroku, tak jak moje serce. Nie wiedziałam co mnie czeka. Czułam, że Justin też się stresuje i w ogóle mu się nie dziwie. Cieszyłam się, że przechodziliśmy przez to wszystko razem, był bardzo opiekuńczy. W pewnej chwili usłyszeliśmy dzwonek telefonu, który rozniósł się po korytarzu. Męski głos zaczął rozmowę.
-Dalej nic, a tam?- mówił zachrypniętym i nieprzyjemnym głosem. Osoba, z którą rozmawiał przez telefon najwidoczniej kazała mu zawrócić, bo kroki słyszałam coraz ciszej. Odczekaliśmy tak jeszcze z dwie minuty i Justin wychylił się w bok, żeby zobaczyć czy teraz jest czysty. Złapał mnie stanowczo za rękę i delikatnie przyciągnął do siebie prowadząc dalej do wyjścia.
Szłam posłusznie przy nim ze spuszczoną głową. Bałam się, że zaraz ktoś nas złapię i zostanę skrzywdzona tak jak ta dziewczyna. Chciałam jej pomóc, musiało być jakieś wyjście.
Przeszliśmy resztę korytarza w spokoju, bo nie było nic słychać. Chłopak cicho otworzył drzwi wyjściowe i puścił mnie przodem. Byłam pod wrażeniem, że nawet w takiej sytuacji zachowywał się jak dżentelmen. Kiedy wyszłam moją skórę od razu otuliło zimne powietrze. Szliśmy w milczeniu w stronę mojego samochodu. Bałam się co będzie teraz i co z Megan. Ona krzyczała za mną, a ja biegłam dalej.. no i gdzie ona jest? Zdziwiło mnie to, że Justin ominął mój samochód i prowadził mnie jeszcze dalej.
-Justin, poczekaj, gdzie my idziemy?- spytałam ze zdezorientowaną miną.
-Jesteś swoim autem, tak?
-No tak, już je minęliśmy.- odpowiedziałam i wskazałam palcem za siebie.
-Dobrze, jest ono przed wjazdem na teren tego domu, więc się nie domyślą, że to twoje. Jutro je odbiorę, okej?- mówił do mnie w sposób miły i uspokajający, cholera jak ja się cieszyłam, że mnie zabrał z tego miejsca.
-Okej.-powiedziałam cicho i spuściłam wzrok.
Dalej szliśmy już w ciszy, a on trzymał cały czas moją rękę. Czułam się bardzo bezpiecznie. Justin przeczesał włosy i wyciągnął kluczyki ze swojej kieszeni. Delikatnie przy aucie pociągnął mnie przed siebie, żeby otworzyć mi drzwi. Wsiadłam do jego sportowego auta i od razu zapięłam pasy. Justin obszedł wóz i wsiadł już na miejsce kierowcy. Przyglądałam mu się jak odpalał silnik.
-A ty nie piłeś na imprezie?- spytałam, bo po alkoholu chciał prowadzić samochód.
On zaśmiał się tak słodko i szczerze kręcąc przy tym śmiesznie głową.
-Katy, poważnie w takiej sytuacji chcesz się martwić o to czy piłem?- spytał mnie, ignorując przy tym moje wcześniejsze pytanie.
-No dobra, może i masz rację.- powiedziałam i cicho się zaśmiałam.
-No wiesz, jak chcesz możemy iść pieszo, mamy czas.- mruknął seksownie i puścił mi oczko.
Zarumieniłam się delikatnie i od razu uderzyłam go w ramię. On dalej się śmiał i udawał, że go to tak bardzo bolało.
-Przestań się śmiać i ruszaj!- odparłam i uśmiechałam się przy tym szczerze.
Szatyn przestał się śmiać i jedynie patrzył na mnie z wesołym wyrazem twarzy, a w jego oczach pojawiło się uczucie, którego wcześniej u niego nie widziałam. No tak, oczywiście.. znam go tylko kilka godzin, ale to było coś czego ludzie nie pokazują na co dzień. To była szczerość. Tak mi się wydaję.
Odwzajemniłam uśmiech i tylko pokręciłam głową w cichym chichocie, że w takiej sytuacji sobie razem żartujemy. Chłopak jeszcze raz na mnie zerknął i pokazał swoje idealne zęby. Nie mogłam przestać się uśmiechać i po jakiejś chwili sobie o czymś przypomniałam.
-Megan! O boże!- krzyknęłam i wyciągnęłam szybko ze swoich spodni telefon.
Wybrałam numer do przyjaciółki i czekałam na sygnał.
-Megan to twoja przyjaciółka, z która wcześniej Cię widziałem?- spytał, a ja na niego spojrzałam, bo uświadomił mi teraz, że mnie pamięta.
Przytaknęłam tylko i zaczęłam swoją rozmowę przez telefon z przyjaciółką.
-Megan, boże nic Ci nie jest? Jesteś bezpieczna?
-Matko, jak ja się martwiłam! Jestem z Zack'iem, zabrał mnie ze sobą autem. Co jest z Tobą? Gdzie jesteś?- dziewczyna mówiła głośno i słyszałam, że jest strasznie zdenerwowana.
-Jestem w domu, ktoś mnie podwiózł i lepiej będzie jak zostaniesz dzisiaj u Zack'a na noc, dobrze?- spytałam i Justin spojrzał na mnie, bo skłamałam.
-Katy, jesteś pewna?
-Tak, ktoś dzwonił po policję?
-Nie, chłopak, który tam mieszka się boi, bo w domu jest dużo alkoholu i narkotyków.
-Nie zapominaj o dziewczynie, która może już nie żyć.- powiedziałam i od razu uderzyłam się w czoło.
-Co? Co Ty mówisz?- dziewczyna podniosła swój ton.
-Megan, gadam głupoty, jestem tym wszystkim zmęczona, idę już spać. Dobranoc.
-Dobranoc, Katy.- odpowiedziała i wydaję mi się, że uwierzyła w to,
że to tylko moje zmęczenie i gadam głupoty.
Rozłączyłam się i wsunęłam telefon do przedniej kieszeni moich spodni.
-Dlaczego ją okłamałaś?- spytał Justin i wygodnie położył swoją prawą rękę na moim kolanie.
-Zadawałaby za dużo pytań, a ja sama nie wiem czy mogę jej to powiedzieć.- odpowiedziałam i patrzyłam na niego. Tak seksownie wyglądał jak prowadził.
-Nie możesz.- powiedział.
-Dlaczego?
-Jesteś narażona na niebezpieczeństwo, oni widzieli Ciebie i wiedzą, że wiesz o tym co jej robili.- odpowiedział i zerknął na mnie tak jakby chciał zobaczyć moją reakcję.
-Zdaję sobie sprawę. Bez powodu nie szukali by mnie po całym domu.-stwierdziłam i oparłam głowę o szybkę.
-Dokładnie, więc dlatego właśnie pojedziesz do mnie.
-Do Ciebie?
-No tak. Katy, spokojnie nie zgwałcę Cię.- zaśmiał się przy tym i dalej patrzył na drogę.
-To nie jest śmieszne.-odpowiedziałam i z obrażoną miną jak mała dziewczynka i odwróciłam głowę do swojej szyby.
-Shawty, ej no.. nie obrażaj się.-wyszeptał i wiedziałam, że zaraz wybuchne śmiechem na cały samochód.
Postanowiłam, że będę dalej udawać i nie odzywałam się już do szatyna(...)
Jechaliśmy w ciszy może jakieś 15 minut. Justin zwolnił trochę i podjechał na parking przed domem. Nie znałam tej dzielnicy, ale wydawała mi się ona jak najbardziej normalna. Chłopak wysiadł i szybko podbiegł pod moje drzwi otwierając je. Podziękowałam mu i szliśmy w stronę wejścia. Wyciągnął klucze od domu i otworzył drzwi puszczając mnie przodem. Przyznam, że spodziewałam się bałaganu, ale mnie zaskoczył. Weszłam trochę dalej i rozglądnęłam się nieśmiało po mieszkaniu. Było naprawdę ładnie i przytulnie urządzone.
-Sam tutaj mieszkasz?-spytałam i uśmiechnęłam się delikatnie.
-Tak, a co podoba Ci się?-spytał i uśmiechał się do mnie łobuzersko.
Dziwiło mnie to jak potrafił się zachowywać czasami i nie było widać, że jest skrępowany. Cholera, ja się cały czas czerwieniłam jak jakaś idiotka. Co ten chłopak ze mną robił.
-Podoba mi się, bo jest tu bardzo przytulnie.- odparłam i odwzajemniłam ten jego łobuzerski uśmiech.
W aucie myślałam trochę o tym, że to niemożliwe jaki on jest miły i opiekuńczy. Przecież miał ze sobą jakąś broń, a później jeszcze ta awantura z dziewczyną..
Justin wtedy wyśmiał ją prosto w twarz, był arogancki, a teraz? Jest miły, opiekuńczy i taki jaki chcę, żeby był chłopak. Kurdę, Katy, nie możesz o nim tak myśleć, nawet go nie znasz.
Chłopak ściągnął buty i udał się do kuchni, a ja rozwiązywałam swoje sznurówki.
-Co chcesz do picia?- spytał, mówiąc trochę głośniej, bo był dalej ode mnie.
Ściągnęłam buty i szłam w jego stronę rozglądając się po pomieszczeniu.
-Dzięki, nic nie chcę.-odpowiedziałam miło i usiadłam na przytulnej kanapie.
Była taka wygodna, że w sumie nie chciało mi się już z niej wstawać.
-Dobra, zrobię Ci coś i tak.- zaśmiał się głośno, a ja byłam pod wrażeniem skąd u niego takie poczucie humoru. Polubiłam go bardzo. Mimo, że znałam go te kilka godzin to czułam się dobrze w jego towarzystwie. Nie bałam się go pomimo tego, że byłam świadkiem tych złych sytuacji.
Oparłam się o poduszkę po boku i lekko przymknęłam oczy. Po jakiejś chwili przede mną pojawił się Justin z czymś czego się w ogóle nie spodziewałam.
Przez to co zrobił poczułam coś czego tak dawno nie czułam, to było niesamowite.
-Jejku, Justin dziękuję.- jęknęłam i na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech małej dziewczynki.
-Tak myślałem, że tego Ci było trzeba.- odwzajemnił uśmiech i był najwidoczniej szczęśliwy, że to był trafny pomysł.
-Przypomniało mi się dzieciństwo, poważnie dziękuje. Mój tata zawsze robił mi gorącą czekoladę z piankami.- powiedziałam cicho i sama uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl.
-Dobrze widzieć, że się uśmiechasz, Katy.-wyszeptał to spokojnie i spojrzał na mnie z tym swoim idealnym uśmiechem.
Tylko odwzajemniłam gest i wzięłam do rąk kubek siadając po turecku.
Rozmawialiśmy trochę tak w sumie o niczym i dużo się śmialiśmy.
Skończyłam swoją czekoladę i słodko ziewnęłam.
-Chcesz się już położyć spać?- Justin spytał i przeczesał ręką włosy.
-Tak, jestem już trochę zmęczona.- odpowiedziałam.
-Dobrze to chodź do góry.- powiedział i podniósł się z kanapy podając mi przy tym rękę. Pociągnął mnie lekko za sobą, a ja uśmiechnęłam się do siebie za ten słodki gest. On był strasznie uroczy.
Wchodziliśmy po schodach i na ścianach po bokach były różne fotografię. Zdjęcia Justina z jego przyjaciółmi i najwidoczniej rodziną. Wyglądał na tych zdjęciach nieziemsko. Ah, czyli to nic nowego.
Weszliśmy do pokoju gdzie dominowała popiel i biel. Pokój był bardzo nowoczesny i przytulny. Na środku tego pomieszczenia był podest, a na nim stało duże łóżko z różnymi poduszkami.
Rozglądnęłam się i westchnęłam.
-Nie podoba Ci się?- powiedział Justin i zaśmiał się.
-Właśnie jest problem, bo bardzo mi się podoba i nie wiem czy stąd kiedyś wyjdę.- odpowiedziałam i zaśmiałam się również.
-Ja nie widzę problemu.- mruknął mi słodko do ucha i od razu poczułam jego perfumy.
To było niemożliwe. On był idealny pod każdym cholernym względem.
Rumieniłam się na prawię co każde jego słowo, to było dla mnie coś nowego.
Chłopak podszedł do szafy i wyciągnął z niej białą koszulkę i czarne spodnie dresowe.
-Proszę, kochanie. W tym będziesz spała.- powiedział i podał mi ciuchy.
-Dziękuję.- odpowiedziałam i poprawiłam swoje długie włosy.
-No chyba, że wolisz spać nago.- zaśmiał się i otworzył drzwi od łazienki.
-Justin, nie przeginaj.- również się zaśmiałam i usiadłam wygodnie na tym wielkim łóżku.
-Okej, to tam masz łazienkę, możesz się wykąpać, jakaś szczoteczka nowa chyba jest w szafce. Ja idę zrobić jakąś kolację, wiec zejdź za jakieś pół godziny, dobrze?- mówił do mnie, a ja skupiałam się na jego idealnych włosach, sylwetce i oczach. Pieprzony ideał.
-Dobra, tato. Już idę.- zaśmiałam się głośno i po tym Justin do mnie podbiegł i zaczął mnie gilgotać.
-Hahahahah, J-Justin, ahaha proszę przestań!- krzyczałam i śmiałam się w tym samym momencie.
-Nigdy nie przestanę!- śmiał się razem ze mną i widziałam, że się cieszył, bo miał przewagę.
-Hahaha, proszę, puść mnie!
-Dobra, puszczę Cię, ale pod jednym warunkiem.- powiedział śmiertelnie poważnie, co mnie jeszcze bardziej rozbawiło.
-Okej, okej mów jakim, hahahaha!-niekontrolowany napad śmiechu jeszcze bardziej się nasilił i nie mogłam złapać już powietrza. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam taka szczęśliwa.
-Przyznaj mi, że jestem seksowny!- uśmiechał się tak mocno, że mogłam zobaczyć chyba jego wszystkie perfekcyjne zęby.
-Tak! Jesteś seksowny! Haha, a teraz przestań!- śmiałam się już na cały dom.
On musnął delikatnie mój policzek i podniósł się z łóżka.
-Dobra, tym razem Ci odpuszczę.- mówił i uśmiech nie schodził z jego twarzy.
-Oh, dziękuje, ale jestem wdzięczna.- powiedziałam ironicznie przez uśmiech.
-Idę robić kolację, a ty idź się kąpać, księżniczko.- spojrzał na mnie ostatni raz w ten swój uroczy sposób i wyszedł.
Westchnęłam głośno i rzuciłam się jeszcze raz na łóżko. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy, a to wszystko dzięki niemu. Wstałam i wzięłam torebkę oraz jego ciuchy ruszając w stronę łazienki. Była też ciekawie urządzona i od razu w oczy rzuciła mi się wielka wanna.
Czego chcieć więcej?
Odkręciłam wodę i wlałam jakiś czekoladowy żel do kąpieli, który mi uszykował. To był przypadek czy my po prostu lubimy to samo? Ściągnęłam swoje ciuchy i spojrzałam na siebie w lustrze. Cały czas byłam uśmiechnięta.
-Co ten chłopak z tobą robi.....- powiedziałam cicho do siebie.
W wannie już było trochę wody, więc spokojnie do niej weszłam relaksując się przy tym. Gorąca woda od razu otuliła w przyjemny sposób moje ciało i wszystkie mięśnie się rozluźniły. Piany było dużo i w powietrzu unosił się cudowny zapach czekolady, co jeszcze bardziej mi o nim przypominało. Sięgnęłam po szampon do włosów i delikatnie zaczęłam go wmasowywać w moją głowę. Śpiewałam sobie cichutko fragment piosenki, która kiedyś słyszałam w radiu:
"Well now that I'm back around you
Nothing else really matters
Hope you feel the same"
Nothing else really matters
Hope you feel the same"
Spłukałam woda włosy i sięgnęłam po ręcznik. Wycierając się już przed wanną sięgnęłam po ciuchy i ubrałam je na siebie. Drugim ręcznikiem wytarłam włosy i stanęłam przed lustrem dziękując Bogu, że wzięłam do terebki jakieś kosmetyki. Użyłam trochę pudru i delikatnie pomalowałam rzęsy. Przeglądnęłam się jeszcze kilka razy w lustrze i wyszłam z łazienki. Od razu poczułam jakiś ładny zapach, który wydobywał się najprawdopodobniej z kuchni. Szybko zbiegłam po schodach i ujrzałam Justina, przebranego w dresy i zwykłą czarną bokserkę. Podrzucał naleśnika na patelni z tym swoim najsłodszym uśmiechem.
-Jak kąpiel, księżniczko?- spytał i mogę się założyć, że za to 'księżniczko' zarumieniłam się, znowu.
-Bardzo dobrze, uwielbiam żel czekoladowy.- odpowiedziałam i zaśmiałam się, bo podrzucał te naleśniki jak jakiś mistrz. Mówiłam, że to ideał? On jest nawet perfekcyjny w byciu perfekcyjnym, mówię wam. A te ciało? Katy, kurwa co ty robisz. Zaśmiałam się w duchu i podeszłam bliżej.
-Coś mam Ci pomóc?- spytałam.
-Już wszystko zrobiłem, teraz możesz tylko zabrać herbatę i naleśniki do sypialni.
-Ale czekaj ty idziesz ze mną, tak?
-Katy, oczywiście, że idę z Tobą, nie myślałaś chyba, że zostawię Cię z tą górą najlepszych naleśników w mieście samą.- odpowiedział i zaśmiał się głośno.
-A ty myślisz, że ja nie jestem w stanie tego sama zjeść?- również się zaśmiałam i teraz śmialiśmy się sami z siebie.
-No nie wiem, możliwe, że jesteś, ale jakoś nie widać.-odparł i puścił mi oczko. Ugh, czy on musi mi to robić?
-Dobra, zabieram to i idę do góry, może zdążę zjeść to zanim przyjdziesz.- wystawiłam mu język i zabrałam tacę z uszykowaną perfekcyjnie kolacją. Jęknęłam w duchu, że zrobił herbatę z cytryną. On lubił serio wszystko to co ja i nawet nie musiał pytać. Wchodziłam ostrożnie po schodach, a Justin został na dole, żeby tam posprzątać. Trochę męczyły mnie wspomnienia z tej imprezy, ale starałam się żyć teraz chwilą. Usiadłam na łóżku i jedzenie położyłam na stoliku obok niego.
-To co zjadłaś już wszystko?- wbiegł do pokoju śmiejąc się jak małe dziecko i wskoczył na łóżko obok mnie. Od razu się zaśmiałam na ten widok.
-Jesteś szalony.- śmiałam się do niego i patrzyłam jak pociera swoje ręce patrząc na jedzenie.
-Jestem szalony, boski i skromny, pamiętaj księżniczko.
-I seksowny nie zapominaj.- dogryzłam mu i zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać.
Justin zrobił minę smutnego pieska i podał mi talerz z naleśnikami. Wzięłam jednego z czekoladą i gdy go spróbowałam miałam ochotę krzyknąć 'Czego ty kurwa nie potrafisz robić?' ale się powstrzymałam. Justin jadł z zamkniętymi oczami, a mi się chciało coraz bardziej spać. Nuciłam sobie jakąś piosenkę, a on tylko na mnie zerknął.
-Są pyszne, dziękuje.
-Może jakaś nagroda za taką kolację?- powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
Pochyliłam się do niego i musnęłam delikatnie jego policzek. Od razu poczułam jego perfumy i ciepło.
-Dziękuję, taką nagrodę chciałem.- puścił do mnie znów oczko i sięgnął znowu po naleśnika.
Jedliśmy i tylko czasami wymienialiśmy się spojrzeniami śmiejąc się. Zaczęłam pić swoją pyszną herbatę i uświadomiłam sobie jak bardzo poprawił mi nastrój. Od kiedy zerwałam z Matt'em ciężko mi było się śmiać. Chyba zapomniałam już jak to jest.
-To co chcesz iść już spać czy oglądamy jakiś film? Jest 3 w nocy.- powiedział patrząc na swój zegarek na lewej ręce.
-Możemy iść już spać, jestem zmęczona.
-Dobrze to czekaj przyniosę Ci jakąś świeżą pościel.- powiedział spokojnie i opiekuńczo.
-Okej, czekam.
Justin
Wyszedłem z pokoju i udałem się na dół. W pokoju gościnnym była jakaś świeża pościel. Zbiegłem szybko po schodach cały czas się szczerze uśmiechając. Nigdy nie spotkałem dziewczyny, która by działała na mnie w tak pozytywny sposób. Katy była inna, ona była taka prawdziwa. Mogłem być przy niej Justinem, którym jestem nadal w środku. Nie musiałem grać żadnego twardziela. Sięgnąłem po
-Dobranoc, księżniczko.- szepnąłem cicho do śpiącej, Katy.
Odwróciłem się na pięcie i szedłem już w stronę drzwi, ale to mnie zatrzymało.
-Połóż się dzisiaj ze mną.- zaspana Katy mruknęła patrząc na mnie.
Bez słowa poszedłem do łóżka i położyłem się koło niej. Zaskoczyła mnie, bo wtuliła się uroczo w mój tors i mruknęła.
-Dziękuję.
___________________________________________________________________________________
No to mamy 5 rozdział kochani! Proszę dawajcie komentarze o tym, co sądzicie, rozpiszcie się trochę, bo ja w sumie piszę to godzinami i chciałabym przeczytać jakieś miłe słowa lub krytykę! To mnie zmotywuję!
Czytasz= Komentujesz
Kocham was :)
___________________________________________________________________________________
No to mamy 5 rozdział kochani! Proszę dawajcie komentarze o tym, co sądzicie, rozpiszcie się trochę, bo ja w sumie piszę to godzinami i chciałabym przeczytać jakieś miłe słowa lub krytykę! To mnie zmotywuję!
Czytasz= Komentujesz
Kocham was :)



Kocham ♥
OdpowiedzUsuńUwielbiam !! NAJLEPSZy<3
OdpowiedzUsuń