Katy
Wyobrażacie sobie swój najgorszy moment w życiu? Tak, zdecydowanie to był ten moment. Sama nie wiedziałam co mam robić, uciekać do samochodu czy wracać na domówkę? Miałam mętlik w głowie.
Wstałam i tkwiłam cały czas w jednym miejscu. Jedna strona mnie mówiła, że mam uciekać, a druga chciała zostać i dowiedzieć się co się stanie dalej.
Cholera.
Pieprzona ciekawość wzięła górę.
Stałam w tym samym miejscu jeszcze dłuższą chwilę, ale moją uwagę przykuły otwierające się drzwi od domu. Na dwór wyszło jakoś z dwadzieścia osób. Cieszyłam się z tego, bo byłam bezpieczniejsza. W miejscu gdzie rozegrała się ta straszna scena było zdecydowanie najciemniej. Chłopak wyszedł z tej ciemności, więc mogłam mu się trochę przyjrzeć. Szedł szybkim krokiem w moją stronę. Dopiero po chwili zorientowałam się, że to był on. To był szatyn, który mnie obronił. Jeśli myślałam wcześniej, że stałam z głupią miną.. wyobraźcie sobie mnie teraz. Uszczypnęłam się w rękę, bo dalej nie wierzyłam, że to może być prawda. Chłopak był coraz bliżej mnie, wzrok miał wlepiony w ziemię.
Może to i dobrze.
Dosłownie metr przede mną podniósł głowę i na mnie spojrzał. Na jego twarzy malowało się coś czego nie mogłam dokładnie odczytać. Tak jakby złość z nutką bólu. To było chore, serio.
Jego oczy wpatrywały się w moje, a na całym moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Czułam ucisk w brzuchu i uwierzcie, że walczyłam sama ze sobą. Nie chciałam, żeby rozpoznał, że zachowywałam się jakoś nienaturalnie. Nie mógł wiedzieć, że to słyszałam. Wszystko teraz tworzyło mi się w jedną całość. Odprowadziłam go wzrokiem, jednak sama czułam jego zimne spojrzenie na sobie. Z jednej strony było mi go żal, bo nie wiedziałam o jakim planie mówi ta dziewczyna. Jednak z tej drugiej strony chciałam mu wykrzyczeć w twarz jakim był dupkiem, że najprawdopodobniej ją skrzywdził. Modliłam się, żeby wrócić już do domu. Nie myliłam się wcześniej. Tą noc zapamiętam na bardzo długo.
Myślałam jeszcze kilka minut o tym wszystkim. Zrobiło mi się zimno i nie miałam zamiaru tutaj dłużej być. Zadzwoniłam kilka razy do Megan, dziewczyna w końcu odebrała.
-Posłuchaj, idę już w kierunku samochodu, będę tam na Ciebie czekać.
-Katy, poczekaj, coś się stało?- zapytała zmartwionym głosem.
-Proszę Cię, Megan. Po prostu chodź.- po tych słowach rozłączyłam się i schowałam telefon.
Szłam z rękami skrzyżowanymi na piersi. Było mi okropnie zimno i od tego stresu rozbolał mnie brzuch. Jeśli miałam nadzieję, że zapomnę o nim i o tej sytuacji.. to grubo się myliłam.
Znałam siebie i wiedziałam, że nie odpuszczę jak czegoś się nie dowiem. Taki mój charakter.
-Hm, Justin..- mruknęłam sama do siebie po cichu.
To strasznie seksowne imię.
Zbliżałam się już do mojego auta, w duchu pisnęłam, bo pomyślałam, że tam będzie mi ciepło.
Pociągnęłam klamkę i wsiadłam, rozluźniając się przy tym. Od razu odpaliłam wóz i włączyłam ogrzewane siedzenia. Mimo, że mamy kwiecień to w Atlancie potrafi być całkiem chłodno, szczególnie w nocy. W oddali widziałam już drobną sylwetkę mojej przyjaciółki. Cieszyłam, że będziemy tej nocy spały u mnie. Możliwe, że nie będę rozmyślać o Justinie tak dużo. Oby.
Do samochodu wsiadła Megan i po jej minie mogłam wywnioskować, że jest przerażona.
-Katy, możesz mi wyjaśnić co się do cholery stało? Dzwonisz do mnie i każesz mi iść do auta bez żadnego wyjaśnienia. Kurwa, wystraszyłam się, że coś Ci się stało.- powiedziała śmiertelnie poważnie dziewczyna, a ja delikatnie się uśmiechnęłam słysząc jak przeklina.
-Przepraszam, wiem, że nie powinnam tak robić, ale wydaje mi się, że powód był wystarczający.- odpowiedziałam jej nie pokazując żadnych emocji.
-Powiesz mi? Czy będziemy tu siedzieć do reszty imprezy?- zapytała, a ja mogłam wyczuć, że jest trochę zirytowana.
-Nie będzie już dzisiaj żadnej imprezy.- odpowiedziałam szybko.
-Ty chyba jesteś śmiesz...
-Widziałam go jak siedział ze znajomymi na kanapach w górnej części domu i wymieniał się z jakimś kolesiem pistoletem.- powiedziałam jej, a jej wyraz twarzy zmienił się automatycznie.
-K-Katy o kim ty do cholery mówisz?- mówiła już teraz przestraszona.
-O chłopaku, który wcześniej mnie obronił przed tym obleśnym gościem.- powiedziałam to tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
___________________________________________________________________________________
Hej :) No to mamy rozdział 3! Przepraszam wszystkich za błędy, ale jestem trochę zmęczona.
Jeśli czytasz to ff proszę zostaw jakiś komentarz, to mnie zmotywuję.
Kocham was.
tt: purpleslivka
:O ←←← masz opisany mój wyraz twarzy
OdpowiedzUsuńWoow świetny!
OdpowiedzUsuń