czwartek, 17 kwietnia 2014

4. Impossible

Katy



-C-Co? O mój boże. Oni mieli pistolet, byli tam. Byli na tej samej imprezie.- powiedziała Megan i widać było, że w głowie to wszystko sobie układa.
-Ja nie wiedziałam co robić..- odpowiedziałam jej z takim cholernym smutkiem w głosie.
-Katy, przykro mi, że ten wieczór się tak skończył, wiem,
 że chciałaś tylko spędzić ze mną czas..
-Ja.. Ja chciałam mu tylko podziękować. Zaimponował mi. Byłam mu wdzięczna.
-Wiem, kochanie..- mówiła dziewczyna.
-Cieszyłam się, że istnieje chłopak, który nie jest dupkiem, że są inni niż Matt.- powiedziałam szybko, bo czułam, że zaraz głos mi się załamie i pęknę. 
-Skarbie, proszę bądź silna, wiesz, że tu jestem i zawsze będę.- odpowiedziała Megan z wyczuwalną dla mnie troską.
-Tak, ale wiesz.. ja tak chciałam go poznać, on mnie zaciekawił, czułam, że muszę z nim porozmawiać.
-Dobrze Cię znam, Katy. Widziałam to w twoich oczach, nie musisz ukrywać, że Ci się spodobał.
-Megan, czy my dalej mówimy o chłopaku, który do cholery miał ze sobą broń?- wypaliłam, bo chciałam zmienić jak najszybciej temat.
-No fakt. Wiesz, że nie możemy tego tak zostawić?- Megan wypowiedziała te słowa strasznie niepewnie, co mnie zmartwiło.
-Co masz na myśli?- spytałam.
-To, że musimy to komuś powiedzieć. Tego nie można tak po prosty zignorować. 
-Megan, czy Ty siebie słyszysz?
Z naszej rozmowy wyrwał nas głośny krzyk ludzi. Automatycznie w mojej głowie pojawiło się tysiąc myśli. Byłam w takim szoku, że nie potrafiłam nawet racjonalnie myśleć. To głupie, ale ja po prostu odpięłam pas i wybiegłam. 
Zaczęłam biec w stronę wejścia do domu ,gdzie trwała impreza. Ludzie z wielką paniką wybiegali, a ja słyszałam tylko za sobą krzyk Megan. Co ja robię do cholery? Czy to jakiś pieprzony film?
Przepychałam się przez ludzi. Musiałam wiedzieć co się tam dzieje.
Szłam tak jeszcze może dwie minuty kiedy w pewnym momencie?
 Zamarłam.
Czułam jakby ziemia pod moimi nogami się zatrzęsła, serce zaczęło bić mi nienaturalnie szybko i czułam ten cholerny strach. Nie potrafiłam nawet zawrócić, uciec, krzyczeć.. nic.
Ja tam po prostu stałam i patrzyłam na to ze łzami w oczach. 
Stało tam kilka osób, które już wcześniej chyba widziałam, ale to zdecydowanie nie były osoby z naszego liceum. Talent do pakowania się w kłopoty to ja miałam i to cholerny. 
W tle słyszałam krzyki ludzi, ale w mojej głowie uderzały słowa:
  'Jak ja mogłam być taka głupia, żeby nabrać się na tą twoją pieprzoną grę' 
Nie byłam pewna, ale w mojej głowie wszystko układało się w całość. To było chore, że zaczęłam czuć się jak w jakimś kryminale. 
Bałam się.
Dziewczyna, która siedziała wcześniej Justinowi na kolanach w momencie jak on się wymieniał tą bronią..Ona..
Boże, ona była przywiązana do krzesła i miała prawie wszędzie krew. 
Ja nie mogłam nic zrobić, stałam i przyglądałam się temu jak kretynka. Moje serce waliło tak szybko, że bałam się o to czy nie wyskoczy. Ludzie biegli i uderzali o mnie, a niektórzy patrzyli na mnie tak jakby mnie ostrzegali. Myśleli, że ja tego nie widzę? Że do cholery dziewczyna została pobita, przywiązana i grupka niebezpiecznych kolesi kręci się wokół niej krzycząc? Nie słyszałam co do niej mówili, ale słyszałam Megan w oddali i głosy w mojej głowie. Patrzyłam na tą dziewczynę i w pewnym momencie zobaczyłam łzy spływające coraz szybciej po jej policzkach. Jej wzrok powędrował na mnie i patrzyła mi prosto w oczy. Widziałam to jak błagała mnie o to, żebym jej pomogła. 
Nie wiedziałam co robić.
W jednym momencie oni wszyscy odwrócili się w moim kierunku i spojrzeli na mnie. Chyba im się nie dziwie, bo jako jedna stałam jak słup i patrzyłam na to co jej robili. Reszta uciekała. Mówili coś do siebie i dalej mi się przyglądali. W końcu udało mi się coś z siebie wydusić.
-Co wy jej robicie! Zostawcie ją w spokoju!- wykrzyczałam z taką nienawiścią i strachem.
Oni tylko spojrzeli się na siebie i kilku z nich ruszyło w moim kierunku.
Zaczęłam się cofać, tak strasznie się wtedy bałam. Chciałam już być bezpieczna w domu, ale co z tą dziewczyną?
Kiedy oni przyśpieszyli, ja zaczęłam szybko biec. Przepychałam się przez ludzi i coraz mniej widziałam przez swoje łzy. Biegłam szybko i starałam się schować w tym tłumie nastolatków. Wymijałam ich, ale czułam jakby oddech tych facetów na swojej skórze. Czułam się słaba. Nie wiem nawet w jaki sposób opisać uczucie jak uciekasz, a tak naprawdę nie masz gdzie, bo oni i tak Cię znajdą.
 Widziałam co jej robią. Jestem dla nich zagrożeniem. Będą mnie ścigać.
Wszystkie myśli uderzały mnie z coraz mocniejszym dla mnie znaczeniem. Zaczęłam zdawać sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo jestem narażona. Oni mają broń i nie wiem do czego są zdolni. Nie mam w ogóle pojęcia kim są i co mogą mi zrobić oraz jakie będą mieć z tego korzyści. 
Uciekałam w kierunku wyjścia, ale ten dom był naprawdę pokręcony i ogromny. Biegłam w sumie za tłumem ludzi i nie obróciłam się ani razu. Pewnie to przez to, ze bałam się, że zobaczę ich za swoimi plecami. Myślałam o tej dziewczynie i o tym, że ją tam zostawiłam, ale w sumie, co innego mogłam zrobić? Nie mogłam do nich podejść i powiedzieć, żeby ją puścili, bo dla zabawy tej całej sytuacji nie ustawili. Wiedziałam, że wszystko ma ze sobą jakiś związek. W tej chwili kiedy dalej tak biegłam poczułam mocne szarpnięcie za swoje ramię w bok. Miałam wrażenie, że serce wyskoczyło mi z piersi. Dosłownie. Poleciałam w jakiś ciemny kąt z szafą i widziałam tylko buty uciekających ludzi. Ręka tej osoby była na moich ustach. Szybko wyczułam męskie perfumy.
 Mężczyzna przyciągnął mnie bliżej do siebie i przez to zwiększył uścisk na mojej buzi i talii. W duchu umierałam ze strachu, a w głowie dziękowałam bogu, że jeszcze żyje i nie strzelili mi w głowę. Właśnie, jeszcze. Strach sparaliżował całe moje ciało i nie byłam w stanie nawet się wyrywać. Czułam, że odlatuję. Czułam, że brakuje mi powietrza.
W ostatniej chwili jak już moje ciało robiło się bezwładne, ktoś poluzował swój uścisk i przyciągnął mnie do siebie, ale już bardziej w geście czułym i ochronnym. Poczułam się bezpiecznie mimo, że nie wiedziałam kim jest ta osoba i co ze mną chcę zrobić. Delikatnie odwróciłam głowę, żeby kątem oka rozpoznać tego mężczyznę. W tym momencie zabrakło mi powietrza. Obróciłam się jeszcze bardziej i co zobaczyłam?
Zobaczyłam chłopaka z karmelowymi oczami, długimi rzęsami, idealnie postawionymi włosami i z ustami, które chciało się poczuć na swoich od samego patrzenia na nie. Zobaczyłam właśnie jego. Osobę, której najmniej się spodziewałam.
-Justin?- spytałam z zachrypniętym głosem, bo sama dalej nie mogłam w to uwierzyć.
-Nic nie mów.- chłopak odpowiedział cicho i patrzył przed siebie.
Nie wiedziałam już co mam myśleć. Na początku pomógł mi uwolnić się od tego chłopaka, później wymienia się bronią, następnie kłóci się z jakąś dziewczyną, a teraz? A teraz wtula mnie w siebie i ukrywa mnie przed tymi facetami.
Co się do cholery dzieje? Czy ja kurwa mać śnię? Czy to jest normalne? Halo, oddajcie moje normalne, poukładane życie.
-Co już widziałaś?- spytał mnie, jego głos był delikatnie zachrypnięty.
-Chcesz mi powiedzieć, że ty wiesz co robią teraz tej dziewczynie i może jesteś jeszcze w to zamieszany?- spytałam go ignorując jego pytanie.
-Spytałem, co już widziałaś.- wysyczał, i zauważyłam, że jego ton głosu zmienił się i przeszedł mnie dreszcz.
-To gra? Kurwa, puść mnie.- powiedziałam groźnym tonem i wyrwałam się z jego już delikatnego uścisku. Chłopak spuścił wzrok i zatrzymał go na moim łańcuszku z imieniem.
-Katy, pytam się Ciebie, co widziałaś i czy oni widzieli tam Ciebie.
-Widzieli.- odpowiedziałam, a mój wzrok był wlepiony w ziemię. 
-Jest źle.- Justin wypowiedział te słowa i przejechał nerwowo ręką po włosach.
Widziałam, że intensywnie nad czymś myśli. Z jednej strony cieszyłam się, że był obok, bo czułam się bezpieczniej, a z drugiej strony nic o nim nie wiedziałam i bałam się. To było tak chore, że z tych wszystkich emocji ponownie łzy spłynęły po moich policzkach. Szatyn to dostrzegł i delikatnie przejechał kciukiem po mojej twarzy.
-Proszę, nie bój się mnie.- wypowiedział te słowa patrząc mi prosto w oczy.
-Nie boję się Ciebie.- odpowiedziałam szybko.
-Widzę jak niepewnie na mnie patrzysz, jak każdy mój ruch jest dla Ciebie znakiem zapytania i widzę jak myślisz o powodzie, dla którego Cię tu trzymam.
-Boje się tego co zobaczyłam, boję się o tą dziewczynę i boję się, że mnie też skrzywdzą.- mówiłam każde słowo powoli i wyraźnie, ale w moim gardle rosła niewidzialna gula. Wiedziałam, że to kwestia czasu i wybuchnę. Chłopak patrzył na mnie i na jego twarzy zauważyłam lekkie zaczerwienienie. Chciałam się go zapytać, co mu się stało, ale moją uwagę odwróciła cisza.
Nie słyszałam już pisków, kroków i muzyki. Nastąpiła cisza. Spojrzałam na Justina i na jego twarzy malowały się emocję, których nie mogłam rozczytać. Patrzyłam tak chwilę na niego i w końcu usłyszałam szloch. To złamało moje serce na małe kawałeczki. Dziewczyna płakała i słychać było, że przychodzi jej to z trudnością. Wciągnęłam głośno powietrze i ledwo co powstrzymałam jęknięcie, które tłumiłam długo. Łzy spływały mi już niekontrolowanie, a Justin tylko objął mnie mocniej w pasie. Nic mi nie mówił i nie miałam pojęcia na czym stoję. Usłyszeliśmy czyjąś rozmowę, ale nie słyszałam o czym ona była. Ten dom był duży i roznosiło się po nim po prostu echo. Te męskie głosy brzmiały coraz głośniej, więc domyśliłam się, że idą w naszą stronę. W brzuchu czułam mocny ucisk od tego stresu. Trzęsłam się trochę, ale Justin uspokajająco masował moją dłoń. Faceci byli naprawdę już blisko nas, bo mogliśmy już usłyszeć o czym rozmawiają.
-Jak zwykle coś się musiało spieprzyć.- powiedział jeden facet z głosem, który przyprawiał mnie o gęsią skórkę.
-Ta, jasne, powiedz mi coś czego nie wiem.
-Ta dziewczyna nam uciekła, ale Bieber miał się nią zająć.-odparł mężczyzna i na to Justin się trochę wzdrygnął, co mnie zdziwiło. Nie znałam tego nazwiska, ale domyślałam się, że mówili o mnie.
-Zobaczymy, jest nowy i nigdy nie wykonywał takiej roboty, ona widziała za dużo, a on jej nie załatwi.
-Kurwa, mam dosyć tego gówna, gdzie ona uciekła? Nikt jej nie widział jak wybiegała z domu.- nieznajomy ciągnął temat o mnie. Przerażało mnie to, ale cieszyłam się, że słyszę ich coraz gorzej. To znaczyło, że się oddalali. 
Wymienili jeszcze kilka zdań i przestałam ich słyszeć.
-Justin, powiesz mi o co chodzi? Chcę wracać do domu, proszę.-wyszeptałam.
-Wiem, mała. Musimy uciec stąd tak, żeby nikt nas nie zobaczył.- mówił cicho i patrzył mi się prosto w oczy. Czułam jego ciapło na swojej skórze. Czułam się bezpiecznie.
-Jestem Katy, przecież wiesz.
-Wiem, mała.- szepnął mi do ucha i byłam pewna, że się uśmiecha.
-Dobra, jak chcesz uciec?
-Po prostu będziemy iść i jak ktoś nas zauważy to mi zaufaj i nic nie mów.- szatyn mówił to spokojnie, a ja kilka razy powtórzyłam sobie to w głowie.
Podniósł się i podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Cicho wyszliśmy z kryjówki i zaczęliśmy iść w stronę wyjścia. Trzymał moją rękę mocno i stanowczo. Szłam koło niego i czułam tylko jak mój oddech przyśpiesza. Nigdy nie radziłam sobie dobrze z takim stresem. Byliśmy już blisko wyjścia kiedy usłyszeliśmy czyjeś kroki i Justin szybko pchnął mnie na ścianę. 

___________________________________________________________________________________



Cześć kochani! Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale nie miałam dostępu do laptopa i nie mogłam napisać rozdziału. Chciałabym podziękować za miłe słowa na twitterze i chciałabym poprosić osoby, które czytają to, żeby komentować. To mnie zmotywuję. Zdaje sobie sprawę, że pewnie czyta to najwięcej 6 osób, ale to nic.
 Kocham was. Proszę, komentujcie..










2 komentarze: